wtorek, 14 sierpnia 2012

14.08.2012


 Nowy sezon za pasem, a na blogu cisza. Biję się w piersi, bo wiem jak czytelnikom brakuje dobrego bloga o piłce. Przyznam się szczerze, że ostatnio trochę zamuliłem i nie miałem dostępu do informacji, no ale dość już tego samobiczowania.


W niedzielę grano o Superpuchar Niemiec i Tarczę Dobroczynności. W Warszawie był też jeszcze mecz o Supernic, ale z racji tego, że działacze bardzo chcą, by to spotkanie nie miało jakiegokolwiek znaczenia, to wyjdę im naprzeciw i nic na ten temat nie napiszę.

Zacznę od meczu Mistrza Anglii – Manchesteru City ze zdobywcą FA Cup – Chelsea Londyn. Piłkarze z racji równolegle odbywających się Igrzysk Olimpijskich grali na Villa Park w Birmingham. Samo spotkanie mogło się podobać, dużo było ofensywnej piłki, a ci, którzy zwracają uwagę na kwestie taktyczne również znaleźli coś dla siebie. Roberto Mancini ustawił swój zespół w nowym ustawieniu 3-4-1-2, co skutecznie pomieszało szyki zawodnikom The Blues. Choć bramka Torresa wykorzystała słaby punkt taktyki Obywateli, czyli brak dodatkowego obrońcy trójce napastników rywala, ale można przyznać, że to Manchester taktycznie ten mecz wygrał. Nawet jeżeli w drugiej połowie obie drużyny grałyby po jedenastu, Chelsea i tak miałaby problem z kryciem dwójki skrzydłowych – Jamesa Milnera i Aleksandra Kolarowa. Czy mieliby to robić boczni obrońcy, defensywni pomocnicy, czy nawet skrzydłowi – tego podopiecznym Roberto di Matteo ustalić się nie udało. Dlatego zawsze w którymś miejscu defensywy The Blues było miejsce po którym Manchester City mógł bez problemu sobie hasać i w zasadzie tylko niedokładność w podaniach tych drugich uchroniła Chelsea przed utratą bramki już w pierwszej połowie.

Trójka obrońców Savic-Kompany-Zabaleta prezentowała się całkiem nieźle, ale widać było dość dokładnie, że czarnogórzec odstaje poziomem od swoich kolegów. Dlatego trudno się dziwić City, że chcą sprowadzić do siebie Daniela Aggera z Liverpoolu. Ten dobrze rozgrywający obrońca może być kluczem do sukcesu w dalszej perspektywie. Może się przydać przy utrzymywaniu się przy piłce, by uniknąć ganiania za piłką, co jak wiadomo – jest dość męczące. Sam Duńczyk zarzeka się, że w mieście Beatlesów jest mu całkiem dobrze i nigdzie się nie wybiera, ale jak to ktoś kiedyś mądrze powiedział: pecunia non olet. Pożyjemy, zobaczymy.


W Niemczech zaś Bayern Monachium zdołał w końcu przerwać passę porażek z obecnym mistrzem naszych zachodnich sąsiadów – Borussią Dortmund. Dwie szybkie bramki zdobyte przez bawarczyków w zasadzie ustawiły spotkanie i dopiero pod koniec mistrzowie odnaleźli swój rytm gry, co zaowocowało ładną bramką Roberta Lewandowskiego. Tempo narzucone przez Bayern na początku meczu było zbyt wysoko zawieszoną poprzeczką dla Borussii. Ribery i Robben sprawnie przeprowadzali demontaż linii obronnej rywala, co skwapliwie wykorzystali Mandżukić i Muller. Ten pierwszy popisał się jeszcze fenomenalnym, prostopadłym zagraniem do Arjena Robbena przy drugiej bramce. Cofnął się do środka pola, przyjmując piłkę szybko się odwrócił i podał do wychodzącego na czystą pozycję Holendra. Mandżukić dobrze czuje się w roli fałszywej dziewiątki i jeżeli będzie grał tak dalej, Mario Gomez będzie musiał przyzwyczaić się do ławki rezerwowych.

Poza tym, trudno wyciągać daleko idące wnioski w kontekście całego sezonu. Drużyna Jurgena Kloppa przyzwyczaiła kibiców, że jej początek sezonu nie należy do najbardziej piorunujących, dopiero w późniejszych fazach dominują nad rywalami. Widać było jak na dłoni, że zawodnicy z Dortmundu mają w nogach ciężki okres przygotowawczy. Może nawet cięższy niż wcześniej, wszak ten sezon może być tym, który potwierdzi obecność Borussii wśród największych europejskich klubów.



We Francji sezon już się rozpoczął i piłkarze PSG przekonali się już, że punktów za darmo nikt im nie da i wszyscy będą na nich się specjalnie sprężać, żeby utrzeć nosa nowobogackim. Lorient było dość bliskie spowodowania sensacji, po pierwszej połowie prowadzili nawet 2:0 (dodatkowo jeszcze nie uznano im braki, co było dość kontrowersyjną decyzją). Po przerwie Paryżanie wrzucili wyższy bieg i złapali swój rytm gry, przez co stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, które zostały koncertowo zmarnowane przez Ezequiela Lavezziego i Ibrahimovica. Ten drugi we wspaniały sposób odegrał się kilka minut później, zdobywając kontaktowego gola. Walcząc z obrońcą przyjął piłkę na klatkę i natychmiast złożył się do strzału z woleja. Końcówką buta umieścił futbolówkę tuż przy słupku bramki Lorient. Później dołożył kolejnego gola, tym razem z karnego i jednocześnie ustalił wynik spotkania na 2:2.

Drugoligowcy zaś protestują przeciwko stacji BeInSport, która swój rodowód ma w Katarze. Związek piłkarski ułożył terminarz ligowy pod katarską telewizję i mecze Ligue 2 mają odbywać się w niespotykanych dotąd we Francji godzinach. Kibice bojkotują nowy kanał i dość mocno naciskają na LFP (związek).


To wszystko na dziś, wrzucę niedługo zapowiedź ligi angielskiej przed rozpoczęciem rozgrywek. Jutro mecze międzynarodowe, debiut Waldemara Fornalika. Nie zanosi się na ciekawy mecz, kadra po Euro w zasadzie taka sama jak na turnieju, łącznie z farbowanymi lisami, ale piłka przynosi wiele niespodzianek, więc kto wie, może będzie się działo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz