Nowy sezon za pasem, a na blogu cisza.
Biję się w piersi, bo wiem jak czytelnikom brakuje dobrego bloga o
piłce. Przyznam się szczerze, że ostatnio trochę zamuliłem i nie
miałem dostępu do informacji, no ale dość już tego
samobiczowania.
W niedzielę grano o Superpuchar
Niemiec i Tarczę Dobroczynności. W Warszawie był też jeszcze mecz
o Supernic, ale z racji tego, że działacze bardzo chcą, by to
spotkanie nie miało jakiegokolwiek znaczenia, to wyjdę im naprzeciw
i nic na ten temat nie napiszę.
Zacznę od meczu Mistrza Anglii –
Manchesteru City ze zdobywcą FA Cup – Chelsea Londyn. Piłkarze z
racji równolegle odbywających się Igrzysk Olimpijskich grali na
Villa Park w Birmingham. Samo spotkanie mogło się podobać, dużo
było ofensywnej piłki, a ci, którzy zwracają uwagę na kwestie
taktyczne również znaleźli coś dla siebie. Roberto Mancini
ustawił swój zespół w nowym ustawieniu 3-4-1-2, co skutecznie
pomieszało szyki zawodnikom The Blues. Choć bramka Torresa
wykorzystała słaby punkt taktyki Obywateli, czyli brak dodatkowego
obrońcy trójce napastników rywala, ale można przyznać, że to
Manchester taktycznie ten mecz wygrał. Nawet jeżeli w drugiej
połowie obie drużyny grałyby po jedenastu, Chelsea i tak miałaby
problem z kryciem dwójki skrzydłowych – Jamesa Milnera i
Aleksandra Kolarowa. Czy mieliby to robić boczni obrońcy,
defensywni pomocnicy, czy nawet skrzydłowi – tego podopiecznym
Roberto di Matteo ustalić się nie udało. Dlatego zawsze w którymś
miejscu defensywy The Blues było miejsce po którym Manchester City
mógł bez problemu sobie hasać i w zasadzie tylko niedokładność
w podaniach tych drugich uchroniła Chelsea przed utratą bramki już
w pierwszej połowie.
Trójka obrońców
Savic-Kompany-Zabaleta prezentowała się całkiem nieźle, ale widać
było dość dokładnie, że czarnogórzec odstaje poziomem od swoich
kolegów. Dlatego trudno się dziwić City, że chcą sprowadzić do
siebie Daniela Aggera z Liverpoolu. Ten dobrze rozgrywający obrońca
może być kluczem do sukcesu w dalszej perspektywie. Może się
przydać przy utrzymywaniu się przy piłce, by uniknąć ganiania za
piłką, co jak wiadomo – jest dość męczące. Sam Duńczyk
zarzeka się, że w mieście Beatlesów jest mu całkiem dobrze i
nigdzie się nie wybiera, ale jak to ktoś kiedyś mądrze
powiedział: pecunia non olet. Pożyjemy, zobaczymy.
W Niemczech zaś Bayern Monachium
zdołał w końcu przerwać passę porażek z obecnym mistrzem
naszych zachodnich sąsiadów – Borussią Dortmund. Dwie szybkie
bramki zdobyte przez bawarczyków w zasadzie ustawiły spotkanie i
dopiero pod koniec mistrzowie odnaleźli swój rytm gry, co
zaowocowało ładną bramką Roberta Lewandowskiego. Tempo narzucone
przez Bayern na początku meczu było zbyt wysoko zawieszoną
poprzeczką dla Borussii. Ribery i Robben sprawnie przeprowadzali
demontaż linii obronnej rywala, co skwapliwie wykorzystali Mandżukić
i Muller. Ten pierwszy popisał się jeszcze fenomenalnym,
prostopadłym zagraniem do Arjena Robbena przy drugiej bramce. Cofnął
się do środka pola, przyjmując piłkę szybko się odwrócił i
podał do wychodzącego na czystą pozycję Holendra. Mandżukić
dobrze czuje się w roli fałszywej dziewiątki i jeżeli będzie
grał tak dalej, Mario Gomez będzie musiał przyzwyczaić się do
ławki rezerwowych.
Poza tym, trudno wyciągać daleko
idące wnioski w kontekście całego sezonu. Drużyna Jurgena Kloppa
przyzwyczaiła kibiców, że jej początek sezonu nie należy do
najbardziej piorunujących, dopiero w późniejszych fazach dominują
nad rywalami. Widać było jak na dłoni, że zawodnicy z Dortmundu
mają w nogach ciężki okres przygotowawczy. Może nawet cięższy
niż wcześniej, wszak ten sezon może być tym, który potwierdzi
obecność Borussii wśród największych europejskich klubów.
We Francji sezon już się rozpoczął
i piłkarze PSG przekonali się już, że punktów za darmo nikt im
nie da i wszyscy będą na nich się specjalnie sprężać, żeby
utrzeć nosa nowobogackim. Lorient było dość bliskie spowodowania
sensacji, po pierwszej połowie prowadzili nawet 2:0 (dodatkowo
jeszcze nie uznano im braki, co było dość kontrowersyjną
decyzją). Po przerwie Paryżanie wrzucili wyższy bieg i złapali
swój rytm gry, przez co stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji,
które zostały koncertowo zmarnowane przez Ezequiela Lavezziego i
Ibrahimovica. Ten drugi we wspaniały sposób odegrał się kilka
minut później, zdobywając kontaktowego gola. Walcząc z obrońcą
przyjął piłkę na klatkę i natychmiast złożył się do strzału
z woleja. Końcówką buta umieścił futbolówkę tuż przy słupku
bramki Lorient. Później dołożył kolejnego gola, tym razem z
karnego i jednocześnie ustalił wynik spotkania na 2:2.
Drugoligowcy zaś protestują
przeciwko stacji BeInSport, która swój rodowód ma w Katarze.
Związek piłkarski ułożył terminarz ligowy pod katarską
telewizję i mecze Ligue 2 mają odbywać się w niespotykanych dotąd
we Francji godzinach. Kibice bojkotują nowy kanał i dość mocno
naciskają na LFP (związek).
To wszystko na dziś, wrzucę niedługo
zapowiedź ligi angielskiej przed rozpoczęciem rozgrywek. Jutro
mecze międzynarodowe, debiut Waldemara Fornalika. Nie zanosi się na
ciekawy mecz, kadra po Euro w zasadzie taka sama jak na turnieju,
łącznie z farbowanymi lisami, ale piłka przynosi wiele
niespodzianek, więc kto wie, może będzie się działo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz