Z racji tego, że tekst
wrzucony będzie w środku nocy, a możliwe, że w ciągu dnia coś
się stanie, to data jest wczorajsza. Trochę się działo w
świecie piłkarskim, a jednocześnie zamuliłem, no i dopiero teraz
coś wrzucam. Mam nadzieję, że się to nie powtórzy już.
W sklepiku PSG można już
kupić koszulki z nazwiskiem Thiago Silvy, a nadruki „Ibrahimović”
są w zasadzie gotowe. Wieczorem pojawiła się informacja, że Szwed
w Paryżu zarabiać będzie 13 mln euro rocznie. Ciekawe, czy netto.
W każdym razie jeżeli Hollande'owi uda się przeforsować pomysł z
70 procentowym podatkiem od zarobków dla najbogatszych, to ktoś
będzie rwał włosy i będzie to albo Zlatan, albo księgowy klubu z
Parc de Princes.
Kontrakt podpisał też
Marco Verratti (wcześniej Pescara) i już może przygotowywać się do ciężkiego sezonu
w Ligue 1. Podopieczni Carlo Ancelottiego rozegrali już dwa
sparingi. Najpierw pokonali Stegersbach 9:0, a następnie zremisowali
z CSKA Moskwa 2:2. Całkiem niezłe wrażenie zrobił Ezequiel Lavezzi, kilka jego akcji
mogło się podobać. Choć przy nim nie ma ani Hamsika, ani
Cavaniego, to jak sam stwierdził po meczu – dobrze grało mu się
z kolegami z nowej drużyny. Fani Chels City
PSG mogą tylko się cieszyć.
Z pogłosek transferowych: mówi się, że PSG zamierza wykupić z Newcastle United
napastnika Dembę Ba, wykorzystując klauzulę w kontrakcie. Jak
wiadomo, napastników nigdy dość. Manchester City coś o tym wie.
Klub z St James's Park chce
się dobrze przygotować na odejście swojego asa i chce ściągnąć
do siebie Andy'ego Carrolla z Liverpoolu. Na Anfield Road trafił
właśnie z Newcastle i to za 35 mln funtów, więc raczej zarobić
na nim się nie uda. W mieście Beatlesów nie chcą słyszeć o
wypożyczeniu, bo na razie tylko taki charakter przybierają oferty
byłego klubu Anglika; wolą Carrolla po prostu sprzedać. Choć
Brendan Rodgers chwalił napastnika, jak zresztą wszystko związane
z Liverpoolem, to i tak nie ma dla niego miejsca w koncepcji gry
trenera. Irlandczyk woli zawodników lepszych technicznie, którzy szybciej zrozumieją założenia
tiki-taki i w nich się odnajdą. Carroll jest po prostu jednowymiarowy.
Jego mocną stroną są – owszem – strzały głową, ale żeby
mógł oddać taki strzał, potrzebne jest dobre dośrodkowanie,
które zależy od tak wielu czynników, że - jak zauważył autor "Soccernomics" Simon Kuper - jest najzwyczajniej w świecie nieefektywne.
Pierwszy transfer Rodgers
ma już za sobą, bo do klubu trafił Fabio Borini. Przerwał nawet
urlop, żeby pojechać z nową drużyną na obóz przygotowawczy do
USA. O Włochu jako o potencjalnym celu Liverpoolu wspominałem już
wcześniej.
A propos Rodgersa, to tak
na boku – jego były klub Swansea zamierza wykupić z Rayo
Vallecano za 2 miliony euro pomocnika Michu. Biorąc pod uwagę kwotę
odstępnego byłby to całkiem niezły transfer – w końcu Hiszpan
strzelił 15 bramek w poprzednim sezonie La Liga. Wcześniej do
walijskiego klubu trafili De Guzman z Villarreal oraz Chico z
Majorki. Michael Laudrup z takim składem może z powodzeniem
kontynuować pracę Sousy, Martineza i Rodgersa.
Bardzo bliski przejścia do
Chelsea jest wspominany wcześniej w kontekście Tottenhamu
brazylijski rozgrywający Oscar. Miałby kosztować 25 milionów
funtów, co jak na nieobytego z europejską piłką zawodnika to dość
dużo. Na pewno to jednak spory talent, pytanie tylko jak szybko uda się
Brazylijczykowi go pokazać.
W całej sprawie jest też
szerszy kontekst. Teraz trener Chelsea – Roberto di Matteo będzie
miał spory ból głowy jak ustawić Edena Hazarda, Juana Matę,
Oscara, Lamparda, Ramiresa. Każdy będzie chciał grać, a przecież
właściciel musi być zadowolony. Taka drużyna ma nie tylko
wygrywać, ale robić to we wspaniałym stylu, tego wymaga właściciel. Włoski menedżer
jednak pewnie wie, że tak czy siak w następnym sezonie drużynę
może poprowadzić Pep Guardiola, wszak nowe nabytki The Blues to
piłkarze doskonale pasujący do filozofii futbolu byłego trenera
Barcelony, który teraz wypoczywa na włoskich plażach i zapomina o
piłce.
Z takiego obrotu sprawy
Oscara pewnie mocno niezadowolony jest Andre Villas-Boas, nowy trener
Tottenhamu. Były pogłoski, że do załatwienia transferu pozostało
naprawdę niewiele, jedynie detale, ale wiadomo, że czasem ktoś
postanowi włożyć kij w szprychy. Rynek jest jednak bezlitosny.
Kibicom Spurs warto przytoczyć stare polskie przysłowie: „nie ma
tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Ich klub ciągle jest w
grze o Joao Moutinho z Porto (tutaj są rozbieżności pomiędzy
klubami, ale z racji fiaska operacji pt. „Oscar” pewnie zwolnią
się niemałe środki), który może wiele zdziałać w lidze
angielskiej, patrząc na jego dokonania w trakcie Euro.
Treningi zainaugurowali też
piłkarze Barcelony. Treningi treningami, na pewno piłkarzom nie
można odmówić pracowitości, ale ważniejsza była konferencja
prasowa z udziałem nowego trenera Dumy Katalonii – Tito Vilanovy.
Nie można było uciec od pytania o kwestię meczu Superpucharu
Hiszpanii z zeszłego roku i sprawy Jose Mourinho i jego palcu w oku
wtedy jedynie asystenta Guardioli, a dziś pierwszego trenera
Blaugrany. „Osobiście jestem już zmęczony rozmawiając o tym rok
po całej sprawie (...) Mourinho przywitał się ze mną, kiedy się
zobaczyliśmy na Bernabeu. Nie wydaje mi się, byśmy mieli ze sobą
złe stosunki”. Dodał też, podsumowując: „Nie ma co spekulować
o przyszłości. Zobaczymy jak ułoży się ten rok i jakie będą
kontakty pomiędzy piłkarzami i trenerami”.
Vilanova nie był tak
powściągliwy jeśli chodzi o pochwały dla swoich piłkarzy. Laurkę
wystawił – a jakże – Leo Messiemu, który ma ciągle się rozwijać,
a w tym rozwoju na pewno pomoże mu normalne przygotowanie się do
sezonu, niezaburzone jakimikolwiek mistrzostwami lub Igrzyskami
Olimpijskimi. Tito pochwalił też Davida Villę oraz Alexisa
Sancheza. Ten pierwszy dobrze pracuje po przebytej kontuzji i
ciężkiej rehabilitacji, natomiast Chilijczyk może mieć teraz
lepszy sezon niż ten poprzedni, przeplatany lepszymi i gorszymi
meczami.
Nie obyło się o pytania
dotyczące zakupu środkowego obrońcy. Vilanova ciepło wypowiedział
się o Basku Javim Martinezie reprezentującym barwy Athleticu
Bilbao. Reprezentant Hiszpanii może występować też na pozycji
defensywnego pomocnika i taka różnorodność jest jak najbardziej
pożądana w klubie z Katalonii. Martinez miałby tak pasować do
Barcelony, że w razie niepowodzenia klub sięgnąłby po wychowanka.
Więc sprawa wygląda prosto – albo Javi, albo nikt. Tak prosto, że
wypada szykować się na podobną sagę jak w przypadku Cesca
Fabregasa.
PS. Fajny obrazek ;)

