wtorek, 17 lipca 2012

17.07.2012




Z racji tego, że tekst wrzucony będzie w środku nocy, a możliwe, że w ciągu dnia coś się stanie, to data jest wczorajsza. Trochę się działo w świecie piłkarskim, a jednocześnie zamuliłem, no i dopiero teraz coś wrzucam. Mam nadzieję, że się to nie powtórzy już.


W sklepiku PSG można już kupić koszulki z nazwiskiem Thiago Silvy, a nadruki „Ibrahimović” są w zasadzie gotowe. Wieczorem pojawiła się informacja, że Szwed w Paryżu zarabiać będzie 13 mln euro rocznie. Ciekawe, czy netto. W każdym razie jeżeli Hollande'owi uda się przeforsować pomysł z 70 procentowym podatkiem od zarobków dla najbogatszych, to ktoś będzie rwał włosy i będzie to albo Zlatan, albo księgowy klubu z Parc de Princes.

Kontrakt podpisał też Marco Verratti (wcześniej Pescara) i już może przygotowywać się do ciężkiego sezonu w Ligue 1. Podopieczni Carlo Ancelottiego rozegrali już dwa sparingi. Najpierw pokonali Stegersbach 9:0, a następnie zremisowali z CSKA Moskwa 2:2. Całkiem niezłe wrażenie zrobił Ezequiel Lavezzi, kilka jego akcji mogło się podobać. Choć przy nim nie ma ani Hamsika, ani Cavaniego, to jak sam stwierdził po meczu – dobrze grało mu się z kolegami z nowej drużyny. Fani Chels City PSG mogą tylko się cieszyć.

Z pogłosek transferowych: mówi się, że PSG zamierza wykupić z Newcastle United napastnika Dembę Ba, wykorzystując klauzulę w kontrakcie. Jak wiadomo, napastników nigdy dość. Manchester City coś o tym wie.


Klub z St James's Park chce się dobrze przygotować na odejście swojego asa i chce ściągnąć do siebie Andy'ego Carrolla z Liverpoolu. Na Anfield Road trafił właśnie z Newcastle i to za 35 mln funtów, więc raczej zarobić na nim się nie uda. W mieście Beatlesów nie chcą słyszeć o wypożyczeniu, bo na razie tylko taki charakter przybierają oferty byłego klubu Anglika; wolą Carrolla po prostu sprzedać. Choć Brendan Rodgers chwalił napastnika, jak zresztą wszystko związane z Liverpoolem, to i tak nie ma dla niego miejsca w koncepcji gry trenera. Irlandczyk woli zawodników lepszych technicznie, którzy szybciej zrozumieją założenia tiki-taki i w nich się odnajdą. Carroll jest po prostu jednowymiarowy. Jego mocną stroną są – owszem – strzały głową, ale żeby mógł oddać taki strzał, potrzebne jest dobre dośrodkowanie, które zależy od tak wielu czynników, że - jak zauważył autor "Soccernomics" Simon Kuper - jest najzwyczajniej w świecie nieefektywne.

Pierwszy transfer Rodgers ma już za sobą, bo do klubu trafił Fabio Borini. Przerwał nawet urlop, żeby pojechać z nową drużyną na obóz przygotowawczy do USA. O Włochu jako o potencjalnym celu Liverpoolu wspominałem już wcześniej.

A propos Rodgersa, to tak na boku – jego były klub Swansea zamierza wykupić z Rayo Vallecano za 2 miliony euro pomocnika Michu. Biorąc pod uwagę kwotę odstępnego byłby to całkiem niezły transfer – w końcu Hiszpan strzelił 15 bramek w poprzednim sezonie La Liga. Wcześniej do walijskiego klubu trafili De Guzman z Villarreal oraz Chico z Majorki. Michael Laudrup z takim składem może z powodzeniem kontynuować pracę Sousy, Martineza i Rodgersa.



Bardzo bliski przejścia do Chelsea jest wspominany wcześniej w kontekście Tottenhamu brazylijski rozgrywający Oscar. Miałby kosztować 25 milionów funtów, co jak na nieobytego z europejską piłką zawodnika to dość dużo. Na pewno to jednak spory talent, pytanie tylko jak szybko uda się Brazylijczykowi go pokazać.

W całej sprawie jest też szerszy kontekst. Teraz trener Chelsea – Roberto di Matteo będzie miał spory ból głowy jak ustawić Edena Hazarda, Juana Matę, Oscara, Lamparda, Ramiresa. Każdy będzie chciał grać, a przecież właściciel musi być zadowolony. Taka drużyna ma nie tylko wygrywać, ale robić to we wspaniałym stylu, tego wymaga właściciel. Włoski menedżer jednak pewnie wie, że tak czy siak w następnym sezonie drużynę może poprowadzić Pep Guardiola, wszak nowe nabytki The Blues to piłkarze doskonale pasujący do filozofii futbolu byłego trenera Barcelony, który teraz wypoczywa na włoskich plażach i zapomina o piłce.

Z takiego obrotu sprawy Oscara pewnie mocno niezadowolony jest Andre Villas-Boas, nowy trener Tottenhamu. Były pogłoski, że do załatwienia transferu pozostało naprawdę niewiele, jedynie detale, ale wiadomo, że czasem ktoś postanowi włożyć kij w szprychy. Rynek jest jednak bezlitosny. Kibicom Spurs warto przytoczyć stare polskie przysłowie: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Ich klub ciągle jest w grze o Joao Moutinho z Porto (tutaj są rozbieżności pomiędzy klubami, ale z racji fiaska operacji pt. „Oscar” pewnie zwolnią się niemałe środki), który może wiele zdziałać w lidze angielskiej, patrząc na jego dokonania w trakcie Euro.



Treningi zainaugurowali też piłkarze Barcelony. Treningi treningami, na pewno piłkarzom nie można odmówić pracowitości, ale ważniejsza była konferencja prasowa z udziałem nowego trenera Dumy Katalonii – Tito Vilanovy. Nie można było uciec od pytania o kwestię meczu Superpucharu Hiszpanii z zeszłego roku i sprawy Jose Mourinho i jego palcu w oku wtedy jedynie asystenta Guardioli, a dziś pierwszego trenera Blaugrany. „Osobiście jestem już zmęczony rozmawiając o tym rok po całej sprawie (...) Mourinho przywitał się ze mną, kiedy się zobaczyliśmy na Bernabeu. Nie wydaje mi się, byśmy mieli ze sobą złe stosunki”. Dodał też, podsumowując: „Nie ma co spekulować o przyszłości. Zobaczymy jak ułoży się ten rok i jakie będą kontakty pomiędzy piłkarzami i trenerami”.

Vilanova nie był tak powściągliwy jeśli chodzi o pochwały dla swoich piłkarzy. Laurkę wystawił – a jakże – Leo Messiemu, który ma ciągle się rozwijać, a w tym rozwoju na pewno pomoże mu normalne przygotowanie się do sezonu, niezaburzone jakimikolwiek mistrzostwami lub Igrzyskami Olimpijskimi. Tito pochwalił też Davida Villę oraz Alexisa Sancheza. Ten pierwszy dobrze pracuje po przebytej kontuzji i ciężkiej rehabilitacji, natomiast Chilijczyk może mieć teraz lepszy sezon niż ten poprzedni, przeplatany lepszymi i gorszymi meczami.

Nie obyło się o pytania dotyczące zakupu środkowego obrońcy. Vilanova ciepło wypowiedział się o Basku Javim Martinezie reprezentującym barwy Athleticu Bilbao. Reprezentant Hiszpanii może występować też na pozycji defensywnego pomocnika i taka różnorodność jest jak najbardziej pożądana w klubie z Katalonii. Martinez miałby tak pasować do Barcelony, że w razie niepowodzenia klub sięgnąłby po wychowanka. Więc sprawa wygląda prosto – albo Javi, albo nikt. Tak prosto, że wypada szykować się na podobną sagę jak w przypadku Cesca Fabregasa.

PS. Fajny obrazek ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz