Koniec lutego dla fanów futbolu w
Arnhem przyniósł wstrząsającą informację. Jedna z największych
legend ich klubu – Theo Bos przegrał walkę z rakiem trzustki. W
Polsce jego postać kojarzy się głównie z kuriozalnymi,
absurdalnymi sytuacjami związanymi z jego rolą pierwszego trenera
Polonii Warszawa. W Holandii jednak, był kimś więcej niż tylko
piłkarzem, czy trenerem.
Theo Bos ze śmiercią spotkał się w
przeddzień meczu z Utrechtem. Theo Janssen, który do Vitesse Arnhem
przyszedł na początku tego sezonu z Ajaxu wyraził ulgę, że nie
będzie mu dane zagrać w piątkowym spotkaniu. „Nie potrafiłbym
się skupić” - powiedział holenderski pomocnik. Jan-Arie van der
Heijden, który gra na co dzień z numerem 4, który nosił też Bos,
na ten jeden mecz postanowił ubrać inną koszulkę, by uhonorować
zmarłą legendę.
Cały mecz był bardzo emocjonalny, a
wynik nie mógł być inny niż wygrana Vitesse. Każdy wiedział, że
w takiej sytuacji drużyna z Arnhem będzie gryźć trawę, robić
wszystko, by wygrać dla swojej zmarłej legendy. Kiedy gwiazda
drużyny Wilfried Bony ustalił wynik spotkania na 2:0, zaprezentował
urbi et orbi koszulkę z
podobizną Theo Bosa. Definicja stypy.
Czym dla kibiców
gromadzących się na Gelredome był Theo Bos pokazuje scena sprzed
ponad miesiąca, gdy po kolejnych informacjach o krytycznym stanie
ich idola, całą czwartą minutę spotkania z NEC Nijmegen
poświęcono na wyrażenie podziękowań, wsparcia i szacunku dla
Theo Bosa i jego rodziny. A było komu dziękować.
Nie na darmo Theo
Bos został przez dziennikarzy i kibiców nazywany „Mister
Vitesse”. Urodzony w Arnhem, swoje pierwsze piłkarskie kroki
stawiał właśnie w FC Hollywood znad Renu. Jako siedemnastolatek,
zadebiutował w pierwszej drużynie. Przez całą swoją
piętnastoletnią przygodę z piłką rozegrał 369 spotkań, w
których zdobył tylko dziewięć bramek. Wszystkie mecze rozegrał z
czwórką na plecach, symbolem jednej z ważniejszych pozycji na
boisku dla Holendrów. Da się tutaj porównać Bosa z Pepem
Guardiolą, obu łączyła wielka miłość do macierzystego klubu,
obaj grali na tej samej pozycji, z tym samym numerem, powściągliwi
w strzelaniu bramek, odpowiedzialni raczej za płynność gry swoich
zespołów. Porównanie przy zachowaniu wszelkich proporcji.
Theo Bos
poprowadził na boisku swoją drużynę ku największym sukcesom.
Zdobył mistrzostwo drugiej klasy rozgrywkowej i potem z powodzeniem
walczył o pozostanie w Eredivisie. Wielokrotnie udawało się grać
w europejskich pucharach, a najlepszy sezon zaliczył na koniec
kariery, gdy Vitesse zajęło trzecie, najwyższe w swojej historii
miejsce w lidze.
Po zakończeniu
zawodowej gry w piłkę, został w tym sporcie i zajął się
prowadzeniem grup młodzieżowych Vitesse, gdzie udaje mu się zdobyć
mistrzostwo kraju. Później zostaje asystentem trenera pierwszej
drużyny, by po otrzymaniu potrzebnych licencji trenerskich przejąć
FC Den Bosch, zawsze utrzymując swoją drużynę w górnej części
tabeli.
W 2009 roku do
Bosa zgłosił się jego ukochany klub. „Mister Vitesse” trafił
na przynależne mu miejsce. Mimo że wszystko powinno być na swoim
miejscu i mimo wspaniałego zwycięstwa nad Ajaxem Marco van Bastena
4:1, Bos osiąga ze swoją drużyną gorsze wyniki niż we
wcześniejszym klubie. W sierpniu 2010 klub zostaje przejęty przez
bliskowschodniego magnata. Nowy właściciel nie darzył Bosa wielkim
uczuciem i po dwóch miesiącach Holender został zastąpiony przez
Hiszpana Alberta Ferrera.
Na ostatnim etapie
swojej przygody z piłką, Bos kierował jeszcze drużynami Polonii
Warszawa i FC Dordrecht, klubem z pierwszej ligi holenderskiej. W
grudniu 2011 został u Bosa zdiagnozowany rak trzustki. Mimo to,
dalej poświęcał się pracy trenera. Nie poddawał się, mimo tego,
że od początku skazany był na porażkę. Tak Bosa wspomina były
zawodnik Dordrecht, Nick Coster: „To wspaniały piłkarz i wielki
profesjonalista. Kiedy widziałem go ostatni raz, rozmawialiśmy o
wszystkim, ale nie za bardzo o jego chorobie. Theo to walczak, był
kapitanem Vitesse i zawsze walczył za klub. Za młodu był też
bokserem, a teraz dosłownie walczy o swoje życie. Kiedy widzisz
takie rzeczy, zdajesz sobie z tego, czym jest futbol”.
I tutaj warto się
zatrzymać. Te 60 sekund wsparcia dla Theo Bosa od kibiców, to było
60 sekund futbolu. Owszem, to, co dzieje się na boisku jest
najważniejsze, ale to, co tworzy ten sport, to właśnie takie
opowieści. Opowieści o poświęceniu, o walce, o lojalności. Ten
wielki tumult, te łzy i ciche modlitwy kibiców z Arnhem pokazują,
jak wiele dla nich znaczyła postać Bosa, zawodnika, który nigdy
nie grał w innym klubie, który dla Vitesse oddał mnóstwo zdrowia.
Każdy kibic zgromadzony wtedy na stadionie w Arnhem zaprezentował
najwspanialszą kompilację najlepszych zagrań, jaką można
kiedykolwiek zrobić. Wszystkie zagrania, podania, przechwyty i
przerzuty zostały skondensowane w jedną wielką masę emocji i
wrzasku.
Patrzymy na te
obrazki i widzimy, czym jest futbol dla ludzi nim żyjących. To coś
więcej niż sport, to więcej niż pojedynki Messi vs. Ronaldo, czy
United vs. Real. To wykracza poza życie i śmierć. I jest od nich
silniejsze.
