wtorek, 5 marca 2013

60 sekund futbolu.




Koniec lutego dla fanów futbolu w Arnhem przyniósł wstrząsającą informację. Jedna z największych legend ich klubu – Theo Bos przegrał walkę z rakiem trzustki. W Polsce jego postać kojarzy się głównie z kuriozalnymi, absurdalnymi sytuacjami związanymi z jego rolą pierwszego trenera Polonii Warszawa. W Holandii jednak, był kimś więcej niż tylko piłkarzem, czy trenerem.

Theo Bos ze śmiercią spotkał się w przeddzień meczu z Utrechtem. Theo Janssen, który do Vitesse Arnhem przyszedł na początku tego sezonu z Ajaxu wyraził ulgę, że nie będzie mu dane zagrać w piątkowym spotkaniu. „Nie potrafiłbym się skupić” - powiedział holenderski pomocnik. Jan-Arie van der Heijden, który gra na co dzień z numerem 4, który nosił też Bos, na ten jeden mecz postanowił ubrać inną koszulkę, by uhonorować zmarłą legendę.

Cały mecz był bardzo emocjonalny, a wynik nie mógł być inny niż wygrana Vitesse. Każdy wiedział, że w takiej sytuacji drużyna z Arnhem będzie gryźć trawę, robić wszystko, by wygrać dla swojej zmarłej legendy. Kiedy gwiazda drużyny Wilfried Bony ustalił wynik spotkania na 2:0, zaprezentował urbi et orbi koszulkę z podobizną Theo Bosa. Definicja stypy.



Czym dla kibiców gromadzących się na Gelredome był Theo Bos pokazuje scena sprzed ponad miesiąca, gdy po kolejnych informacjach o krytycznym stanie ich idola, całą czwartą minutę spotkania z NEC Nijmegen poświęcono na wyrażenie podziękowań, wsparcia i szacunku dla Theo Bosa i jego rodziny. A było komu dziękować.

Nie na darmo Theo Bos został przez dziennikarzy i kibiców nazywany „Mister Vitesse”. Urodzony w Arnhem, swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał właśnie w FC Hollywood znad Renu. Jako siedemnastolatek, zadebiutował w pierwszej drużynie. Przez całą swoją piętnastoletnią przygodę z piłką rozegrał 369 spotkań, w których zdobył tylko dziewięć bramek. Wszystkie mecze rozegrał z czwórką na plecach, symbolem jednej z ważniejszych pozycji na boisku dla Holendrów. Da się tutaj porównać Bosa z Pepem Guardiolą, obu łączyła wielka miłość do macierzystego klubu, obaj grali na tej samej pozycji, z tym samym numerem, powściągliwi w strzelaniu bramek, odpowiedzialni raczej za płynność gry swoich zespołów. Porównanie przy zachowaniu wszelkich proporcji.

Theo Bos poprowadził na boisku swoją drużynę ku największym sukcesom. Zdobył mistrzostwo drugiej klasy rozgrywkowej i potem z powodzeniem walczył o pozostanie w Eredivisie. Wielokrotnie udawało się grać w europejskich pucharach, a najlepszy sezon zaliczył na koniec kariery, gdy Vitesse zajęło trzecie, najwyższe w swojej historii miejsce w lidze.

Po zakończeniu zawodowej gry w piłkę, został w tym sporcie i zajął się prowadzeniem grup młodzieżowych Vitesse, gdzie udaje mu się zdobyć mistrzostwo kraju. Później zostaje asystentem trenera pierwszej drużyny, by po otrzymaniu potrzebnych licencji trenerskich przejąć FC Den Bosch, zawsze utrzymując swoją drużynę w górnej części tabeli.

W 2009 roku do Bosa zgłosił się jego ukochany klub. „Mister Vitesse” trafił na przynależne mu miejsce. Mimo że wszystko powinno być na swoim miejscu i mimo wspaniałego zwycięstwa nad Ajaxem Marco van Bastena 4:1, Bos osiąga ze swoją drużyną gorsze wyniki niż we wcześniejszym klubie. W sierpniu 2010 klub zostaje przejęty przez bliskowschodniego magnata. Nowy właściciel nie darzył Bosa wielkim uczuciem i po dwóch miesiącach Holender został zastąpiony przez Hiszpana Alberta Ferrera.

Na ostatnim etapie swojej przygody z piłką, Bos kierował jeszcze drużynami Polonii Warszawa i FC Dordrecht, klubem z pierwszej ligi holenderskiej. W grudniu 2011 został u Bosa zdiagnozowany rak trzustki. Mimo to, dalej poświęcał się pracy trenera. Nie poddawał się, mimo tego, że od początku skazany był na porażkę. Tak Bosa wspomina były zawodnik Dordrecht, Nick Coster: „To wspaniały piłkarz i wielki profesjonalista. Kiedy widziałem go ostatni raz, rozmawialiśmy o wszystkim, ale nie za bardzo o jego chorobie. Theo to walczak, był kapitanem Vitesse i zawsze walczył za klub. Za młodu był też bokserem, a teraz dosłownie walczy o swoje życie. Kiedy widzisz takie rzeczy, zdajesz sobie z tego, czym jest futbol”.

I tutaj warto się zatrzymać. Te 60 sekund wsparcia dla Theo Bosa od kibiców, to było 60 sekund futbolu. Owszem, to, co dzieje się na boisku jest najważniejsze, ale to, co tworzy ten sport, to właśnie takie opowieści. Opowieści o poświęceniu, o walce, o lojalności. Ten wielki tumult, te łzy i ciche modlitwy kibiców z Arnhem pokazują, jak wiele dla nich znaczyła postać Bosa, zawodnika, który nigdy nie grał w innym klubie, który dla Vitesse oddał mnóstwo zdrowia. Każdy kibic zgromadzony wtedy na stadionie w Arnhem zaprezentował najwspanialszą kompilację najlepszych zagrań, jaką można kiedykolwiek zrobić. Wszystkie zagrania, podania, przechwyty i przerzuty zostały skondensowane w jedną wielką masę emocji i wrzasku.

Patrzymy na te obrazki i widzimy, czym jest futbol dla ludzi nim żyjących. To coś więcej niż sport, to więcej niż pojedynki Messi vs. Ronaldo, czy United vs. Real. To wykracza poza życie i śmierć. I jest od nich silniejsze.