czwartek, 29 marca 2012

29.03.2012

Schalke 04 – Athletic Bilbao 2:4 (Liga Europa)


athletic-club.net

W zasadzie nie wiadomo od czego zacząć. Z przepisu na mecz doskonały zawartego w książce „Futbolowa gorączka” Nicka Hornby'ego zabrakło tylko czerwonej kartki i deszczu. Już w pierwszej połowie obie drużyny dostarczyły sporej dawki emocji. Najpierw szybka akcja Bilbao i w zamieszaniu w polu bramkowym Llorente wbił piłkę do siatki, a kilkadziesiąt sekund później w niemalże identycznej sytuacji do remisu doprowadził Raul. Dla każdego widza oczywistością było, że jest to preludium, że po przerwie zobaczymy jeszcze lepszy mecz. I słowo stało się ciałem.
Najpierw doskonałym uderzeniem z woleja popisał się były kapitan Realu. „That man has class” - pisano na twitterze. Tę klasę Raul pokazał kilka minut później, jednak jego lob minął o kilka centymetrów słupek bramki Iraizoza. Choć mogło się wydawać, że Schalke kontroluje już spotkanie, dośrodkowanie z rzutu rożnego piękną główką wykończył Llorente. Nie był to jednak koniec emocji w tym spotkaniu. Po chwili Bilbao wyszło na prowadzenie. Strzał Susaety odbił co prawda Schober, jednak do piłki doskoczył Oscar de Marcos i podopieczni Marcelo Bielsy mogli cieszyć się ze sporej zaliczki przed rewanżem. Wielu mówiło, że nie da się powtórzyć gry i wyniku meczu z Manchesterem United, na przekór wszystkim Bilbao dalej parło do zwycięstwa, nie obawiając się straty bramki. Chwilę po tym, gdy Klaas Jan Huntelaar trafił piłką w słupek, Susaeta popędził prawą stroną i zagrał piłkę do młodziutkiego Ikera Muniaina, który umieścił futbolówkę w bramce drużyny z Gelsenkirchen. Po tym zagraniu sędzia zakończył mecz i kibicom na stadionie i przed odbiornikami nie pozostało nic innego jak podziękować obydwu zespołom za wspaniałą walkę i niesamowity pokaz gry w piłkę.
Brawa dla Schalke, że pomimo niesprzyjającemu wynikowi, za wszelką cenę chcieli odwrócić losy spotkania. Farfan, Fuchs, Raul – to właśnie ta trójka stanowiła o sile ataku drużyny z Veltins Arena. Gdyby nie wspaniała dyspozycja Iraizoza, kto wie, jak potoczyłoby się spotkanie. Choć losy awansu są już w zasadzie przesądzone, kibice mogą być dumni ze swego zespołu.
Nie sposób wspomnieć o grze Basków, bez peanów na cześć Marcelo Bielsy. „Szaleniec” jak nazywają go dziennikarze z Hiszpanii, po raz kolejny pokazał, że jest trenerem z absolutnie najwyższej półki. Nie bez kozery Pep Guardiola nazywa go „najlepszym szkoleniowcem na świecie”. Opinii Jose Mourinho nie znamy. Argentyńczyk po raz kolejny natchnął drużynę do wzniesienia się na jeszcze wyższy poziom gry niż z meczów z United. Ofensywne usposobienie, szybkie wymiany futbolówki, gra bez piłki (zmiania krzyżowa przy pierwszej bramce – mistrzostwo świata) – to dziś dało wygraną Baskom. Szkoda tylko, że spotkanie z Barceloną odbędzie się już za dwa dni. Po tak absorbującym spotkaniu trudno będzie się Athleticowi zregenerować do starcia z Blaugraną. Liczę jednak, że już w sobotę zobaczymy kolejny pokaz magii zespołu z San Mames.

Schalke: Timo Hildebrand (Mathias Schober, 45),Christian Fuchs, Joel Matip, Atsuto Uchida, Kyriakos Papadopoulos, Jermaine Jones,Julian Draxler (José Jurado, 55), Jefferson Farfán, Marco Höger (Lewis Holtby, 55), Raúl, Klaas-Jan Huntelaar

Athletic: Gorka Iraizoz, Fernando Amorebieta, Jon Aurtenetxe (Iñigo Pérez, 70), Andoni Iraola, Ander Iturraspe, Javi Martínez, Ander (Ibai Gómez, 45), Markel Susaeta, Iker Muniain, Fernando Llorente, Óscar De Marcos(Borja Ekiza, 85)

Bramki:
Schalke: Raul 22,59
Bilbao: Llorente 20,73; De Marcos 81; Muniain 90+3


środa, 28 marca 2012

28.03.2012


Milan – Barcelona 0:0 (Liga Mistrzów)


źródło: skysports.com


O ile Milanowi udało się powstrzymać Messiego i spółkę przed strzeleniem bramki, to fiaskiem zakończyły się próby Rossonerich uzyskania jakiejkolwiek zaliczki przed decydującym meczem w stolicy Katalonii. Mimo to, Massimiliano Allegri słusznie może cieszyć się z postawy swoich zawodników. Clarence Seedorf również zachowuje optymizm. „Ten wynik jest dla nas dobrym prognostykiem, zagraliśmy bardzo dobrze i myślę, że osiągnęliśmy dobry rezultat” - powiedział doświadczony Holender, dodając, że w meczu na Camp Nou wystarczy jedna bramka, a fakt, że Milan będzie mógł skorzystać z kontuzjowanych dotychczas piłkarzy, ułatwia to zadanie.
Ostrożny w pomeczowych wypowiedziach jest trener gości Pep Guardiola. „Dobrze znaliśmy jakość gry Milanu i to, że nie strzeliliśmy bramki nie jest dla nas dobrą wiadomością”. Guardiola miał również zastrzeżenia do murawy.
Z punktu widzenia postronnego kibica, rozstrzygnięcie kwestii awansu w rewanżu to najlepszy rezultat. Za tydzień czeka nas wspaniałe widowisko, z dużą dawką emocji, wszak stawka jest bardzo wysoka. Pamiętajmy, że to Liga Mistrzów i mecze na tym poziomie są bardzo wyrównane i do końca nie wiadomo jak wszystko się potoczy. Szala zwycięstwa w jednym meczu może przechylić się dzięki najdrobniejszemu nawet błędowi. Po obu stronach są zawodnicy, które potknięcia rywala potrafią doskonale wykorzystać.
Jeżeli Milan z taką samą konsekwencją podejdzie do krycia, zadba o asekurację boków obrony i udoskonali kontratak to możemy być świadkami niespodzianki. Będzie to niewątpliwie trudne zadanie, ale nie niemożliwe. Nie pozostaje nic innego jak już zacierać ręce na rewanż. Odliczanie czas zacząć.

Milan: Abbiati - Bonera, Nesta (75. Mesbah), Mexes, Antonini - Nocerino, Ambrosini, Seedorf - Boateng (67. Emanuelson) - Robinho (52. El Shaarawy), Ibrahimović
Barcelona: Valdes - Alves, Pique, Mascherano, Puyol - Xavi, Busquets, Keita - Messi, Sanchez (76. Pedro), Iniesta (65. Tello)

Olympique Marsylia – Bayern Monachium 0:2 (Liga Mistrzów)




źródło: skysports.com


Drugi rozgrywany dziś ćwierćfinał nie był tak pasjonujący jak pojedynek na San Siro. Obie drużyny nie zaprezentowały wielkiego futbolu, zbyt łatwo oddawano posiadanie piłki, jednak zdołali wygrać na wyjeździe i wracają do Niemiec z właściwie pewnym awansem do następnej rundy. Choć to Bawarczycy prowadzili grę, Olympique zdołał zagrozić bramce Neuera. Choć nie były to może wymagające strzały, Niemiec stanął na wysokości zadania i udało mu się wyjść obronną ręką z opresji. Takiego zawodnika zabrakło marsylczykom pod koniec pierwszej połowy, kiedy to po kontrowersyjnym przejęciu piłki przez Philippa Lahma (kapitan Bayernu odbił piłkę ręką), sytuację sam na sam wykorzystał Mario Gomez, a piłka przeszła pod pachą Andrade'a. Niemal pół godziny po rozpoczęciu drugiej połowy sektor gości znów oszalał ze szczęścia. Piękna wymiana piłki pomiędzy Thomasem Mullerem a Robbenem doprowadziła tego drugiego do stuprocentowej okazji, którą Holender z zimną krwią wykorzystał posyłając piłkę w długi róg.
Didier Deschamps po meczu stwierdził, że zobaczył kilka elementów w grze swojego zespołu, stanowiących dobry prognostyk na przyszłość i dających nadzieję na wielki powrót w meczu rewanżowych. Choć przyznaje, że szansa na awans jest dość nikła. Pod stopami Francuza wzniecił się już niemały pożar gruntu. Nic dziwnego – była to ósma porażka w dziewięciu ostatnich spotkaniach. Futbol niejednego już nauczył pokory w sądach przedmeczowych, trudno jednak sobie wyobrazić, żeby za tydzień ta liczba nie wzrosła (Marsylia nie gra w tym tygodniu meczu ligowego – spotkanie z Montpellier przeniesiono na kwiecień).

Marsylia: Andrade - Azpilicueta, Fanni, N'Koulou, Morel - Diarra (71. Cheyrou), M'Bia - Amalfitano (68. Brandao), Valbuena, A.Ayew - Remy
Bayern: Neuer - Lahm, Boateng, Badstuber, Alaba - Gustavo, Kroos (63. Tymoszczuk) - Robben, Mueller (71. Schweinsteiger), Ribery (78. Pranjić) - Gomez