Za chwilę rozpocznie się
pierwsze Gran Derbi w tym sezonie. Odkąd trenerem Barcelony
został Pep Guardiola, spotkania pomiędzy Dumą Katalonii a Realem
Madryt urosły do rangi meczów pomiędzy dwoma najlepszymi klubami
na świecie. Każdy mecz jest osobną historią, a jednocześnie
wpisuje się w kontekst zmagań pomiędzy stroną ofensywną,
opierającą swoją grę na nieustannej wymianie podań, a drużyną
bardziej reaktywną, szukającej okazji brakowych z kontrataku.
Tym razem mecz nabiera
szczególnego wymiaru z uwagi na pierwsze El Clasico Tito Vilanovy
po objęciu przez niego posady pierwszego trenera Barcelony. Co
więcej, dokładnie rok temu doszło do – mówiąc eufemistycznie –
spięcia pomiędzy Vilanovą a trenerem Realu – Jose Mourinho.
Portugalczyk włożył palec do oka ówczesnego asystenta Guardioli,
za co później co prawda przeprosił, ale niesmak pozostał, wszak
takie sytuacje należą mimo wszystko do rzadkości.
Dla Mourinho w tym meczu
nie chodzi o Tito Vilanovę – kto trenuje Barcelonę jest
nieistotne. - „Tu chodzi o grę przeciwko Barcelonie, wspaniałej
drużynie ze znakomitymi zawodnikami” - powiedział The Special
One. Dodał też, że samo spotkanie nie ma dla niego większego
znaczenia. - „Jeżeli porażka w tym meczu oznacza większą
motywację do wygrania ligi, możemy to spotkanie przegrać”.
Prawdziwa presja dla trenerów zacznie się dopiero w dalszej fazie
sezonu.
W podobnym tonie wypowiada
się Tito Vilanova. - „Nie czuję specjalnego ciśnienia na wynik w
tym spotkaniu. Chcę pracować w spokoju. Mam ważniejsze sprawy w
życiu, przykro mi” - mówił na konferencji prasowej trener
drużyny z Camp Nou.
Obie drużyny rozegrały
już pierwsze spotkanie w La Liga. Real podejmował u siebie Valencię
i w żadnym wypadku nie zachwycił. Piłkarze zbyt koncentrowali się
na zdecydowanym przenoszeniu się pod pole karne rywala, co było dla
niego wodą na młyn, ustawiwszy się głęboko na swojej połowie.
Sposób gry Realu był dość przewidywalny, brakowało
przyspieszenia akcji, a jednocześnie Królewscy nie mieli
wystarczającej cierpliwości, by budować atak pozycyjny. Mecz
skończył się wynikiem 1:1 po golach Higuaina i Jonasa.
Z kolei Barcelona dość
łatwo rozprawiła się na swoim stadionie z Realem Sociedad 5:1.
Sposób gry Dumy Katalonii się nie zmienił, nastąpiło natomiast
kilka drobnych zmian. Podstawowym ustawieniem Barcelony jest dalej
4-3-3, choć zamiast schodzących napastników, Vilanova postawił na
skrzydłowych Tello i Pedro, którzy umiejętnie
rozciągali nisko ustawioną linię obrony rywala. To stworzyło
miejsce dla Messiego, który w pięć minut zdobył dwie
bramki wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie 3:1. Pierwszą
bramkę dla Barcelony Vilanovy zdobył Puyol, a chwilę później
Camp Nou uciszył wyrównującym golem Gonzalo Castro. Na
przerwę Barcelona schodziła z trzybramkowym prowadzeniem dzięki
wspaniałej akcji przeprowadzonej w barcelońskim stylu zakończonej
wolejem Pedro po dośrodkowaniu innego skrzydłowego – Tello.
Swojego gola strzelił też powracający po ciężkiej kontuzji David
Villa. Iniesta wdarł się w pole karne, minął obrońców i
podał do Hiszpana, który spokojnym strzałem posłał piłkę w
długi róg bramki Realu Sociedad.
Mecz może nie być tak
emocjonujący jak spotkania ligowe czy w pucharach, ale na pewno
warto zasiąść przed telewizorami i zobaczyć w jakiej formie są
dwa największe kluby w Hiszpanii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz