Średnia pierwsza połowa i festiwal
strzelecki po przerwie. Po emocjonującej końcówce Barcelona
pokonuje Real Madryt 3:2 na własnym stadionie i przygotowuje się do
nerwowego rewanżu na Bernabeu. Podopieczni Jose Mourinho mogą
się cieszyć, bo nie grając specjalnie dobrego spotkania udało im
wyjechać jedynie z jednobramkową stratę, co jest do odrobienia w
meczu u siebie.
Kibice Blaugrany po meczu mogą
odczuwać ogromny niedosyt, bo tylko detale zadecydowały, że ich
ukochana drużyna nie wygrała 4:1. Pięć minut przed końcem
spotkania rozgrywający jak zawsze fenomenalne spotkanie Andres
Iniesta zagrał piłkę do Messiego, którego strzał
zablokował Iker Casillas. Chwilę później atak Realu został
zatrzymany, Barcelona rozpoczęła kolejną wymianę podań i piłka
trafiła do Victora Valdesa, który uciekając się do
ryzykownych zagrań próbował ominąć biegnącego w jego kierunku
Angela di Marii.
Argentyńczyk wyczuł szansę i zaatakował bramkarza rywala,
zabierając mu piłkę, po czym posłał ją do bramki.
Mecz rozpoczął się niemrawo, żadna
ze stron nie chciała podjąć ryzyka – dość powiedzieć, że
pierwszy strzał padł dopiero po kwadransie za sprawą Gerarda
Pique. Zgodnie z oczekiwaniami to Barcelona była stroną
dominującą, ciągle próbowała atakować szukając luki w obronie.
Messi schodził do pomocy pomagając Inieście i Xaviemu,
Busquets był Busquetsem i wystawiał się kolegom tam, gdzie
powinien stać zawodnik potrzebny do budowania trójkątów, Pedro
z Alexisem Sanchezem (który starannie oglądał na Igrzyskach
judo – profesjonaliści doceniliby takie pady) schodzili do środka,
a Alves dołączał się do ataków na skrzydle. Nic to nie
dało i na przerwę obie drużyny schodziły z bezbramkowym remisem,
choć czuć było, że taki stan długo nie potrwa.
Tak było w istocie, choć to nie
dominujący w tym meczu Katalończycy objęli prowadzenie. Mesut
Ozil dośrodkował z narożnika boiska, Cristiano Ronaldo
ubiegł kryjącego go Busquetsa i strzałem z głowy umieścił piłkę
w bramce, strzelając gola w czwartym z rzędu Gran Derbi. Warto
dodać, że był to pierwszy strzał Królewskich na bramkę.
Barcelona odpowiedziała w najlepszy
możliwy sposób. Mascherano posłał długie podanie za
obrońców do skrzydłowego Pedro, który przyjmując piłkę uciekł
od obrońców, wyszedł sam na sam z Casillasem i pewnym strzałem
pokonał hiszpańskiego bramkarza. Mecz się otworzył. Obie strony
miały swoje sytuacje, w każdej chwili mogła paść kolejna bramka.
Iniesta znalazł się w polu karnym rywala, próbował minąć
Ramosa, jednak został przez niego powalony na ziemię. Rzut
karny. Do piłki podszedł Messi i w przeciwieństwie do niedawnego
spotkania towarzyskiego z Niemcami tym razem celnie uderzył na
bramkę Casillasa.
Real dalej próbował stworzyć sobie
sytuacje z kontrataku. Strzał Ronaldo był zablokowany, podobnie
uderzenia Higuaina i Callejona. Alonso zagrał
przepiękną, kilkudziesięciometrową piłkę do Ozila, który
jednak nie potrafił jej przyjąć. Gdyby mu się udało, znajdowałby
się w sytuacji sam na sam z Valdesem. Niewykorzystane lubią się
mścić i tak się stało za sprawą geniusza Iniesty. W swoim stylu,
delikatnymi pchnięciami piłki minął dwóch obrońców i zagrał
do wychodzącego na czystą pozycję Xaviego. Futbolówka
prześlizgnęła się pomiędzy defensorami i spotkała się z
kapitanem Barcelony już w polu karnym. Ten, nie mając innego
wyjścia uderzył obok wychodzącego Casillasa i wyprowadził swoją
drużynę na dwubramkowe prowadzenie. Gdy wydawało się, że
Barcelona dowiezie tę przewagę do końca i z dużym spokojem
podchodzić będzie do rewanżu na Santiago Bernabeu. Niestety dla
Blaugrany, zdarzył się Valdes.
Jeżeli tak ma wyglądać El Clasico,
gdy obaj szkoleniowcy otwarcie nie przywiązują wielkiej wagi do
spotkania, to boję się pomyśleć, jak taki mecz będzie wyglądać,
gdy wszyscy będą grać na sto procent. Tak może już być za
tydzień. Realowi wystarcza jedna bramka i będzie chciał ją zdobyć
już na początku spotkania, dzięki czemu możemy zobaczyć mecz
bardziej otwarty i kto wie – może z jeszcze większą ilością
bramek. Znowu będzie co oglądać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz