czwartek, 16 sierpnia 2012

16.08.2012


 Czasem zdarza się, że w piłce nie dzieje się nic, poza wrzutkami medialnymi podsyłanymi przez agentów. Twitter to przemieli, zje i następnego dnia nikt o tym pamiętać nie będzie. Wczoraj zaś w przeciągu kilku godzin działo się tyle, że spokojnie obdzieliłoby cały tydzień. Mówię tu zarówno o kwestiach personalnych, jak i meczach międzynarodowych.


Jak wielu już wie – Robin van Persie zostanie piłkarzem Manchesteru United. Kwestia jego odejścia z Arsenalu była dominującą narracją letniego okienka transferowego odkąd Holender wystosował oświadczenie mówiące o tym, że nie zdecyduje się na przedłużenie kontraktu z Kanonierami. Problemem nie były pieniądze, lecz brak odpowiednich wzmocnień, co eufemistycznie zostało określone jako: „niezgodność wizji”. Dziwne, biorąc pod uwagę transfery Podolskiego, Giroud i ostatnio Cazorli. W każdym razie w United będą lepsi zawodnicy, a taką wisienką na torcie będą niebagatelne zarobki – 220 tys. funtów tygodniowo. Dodając do tego 24 mln funtów, które sir Alex Ferguson musiał przelać na konto Arsenalu, van Persie kosztować będzie United 68 milionów funtów (transfer + pensja). Całkiem sporo, trzeba przyznać.

Problem United tkwi teraz w tym, jak poustawiać cały – nomen omen – arsenał fenomenalnych zawodników. Van Persie, Rooney, Kagawa – wiele drużyn, nawet z absolutnego topu, chciałoby ich mieć w swojej drużynie. W pewnym sensie przypomina to sezon 2007/2008, gdy United straszyli rywali atakiem złożonym z Cristiano Ronaldo, Rooneya i Carlosa Teveza. Obie trójki mogą swobodnie wymieniać się pozycjami i mieszać szyki obronne rywala.
Gdzieś z tyłu głowy tkwi jednak sprawa środkowego pomocnika, który mógłby obsłużyć kolegów dobrym podaniem, potrafiłby kontrolować tempo gry i nie byłby amatorem w destrukcji. Marchisio, Modrić, Moutinho – takich piłkarzy potrzebowałby szkocki menedżer. Jest już co prawda trzech dobrych zawodników – Carrick, Scholes i Cleverley, ale jest poczucie, że dobry transfer poustawiałby grę zespołu, by walczyć nie tylko w Premier League, ale wymazać plamę z zeszłego sezonu, gdy United odpadli już z fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Mam też teorię, że wzorem „hałaśliwych sąsiadów” United zdecydują się na grę trójką obrońców. Roberto Mancini ustawił drużynę w meczu z Chelsea, o czym wspominałem ostatnio. Czerwone Diabły mają zawodników do takiego ustawienia, ale jak wiadomo – każda taktyka jest pochodną stanu osobowego, by go po prostu maksymalnie wykorzystać, ale pewna rama gry drużyny może być przeniesiona na grunt, a właściwie murawę Old Trafford. W myśl mojej teorii

Sytuacja z odejściem van Persiego jest inna niż rok temu, gdy z Emirates Stadium odchodził Fabregas do spółki z Nasrim i Clichym. Wtedy Wenger szukał zawodników na łapu-capu, niekoniecznie przemyśliwszy te transfery. Choć Arteta okazał się zawodnikiem pasującym do filozofii gry Francuza, Benayoun i Mertesacker miejsca w drużynie nie zagrzali. Tym razem sprawa ma się inaczej. Przyszli zawodnicy o dość wysokich umiejętnościach, reprezentanci swoich krajów, wiodące postaci byłych klubów. Arsenal był przygotowany na odejście van Persiego, a odejście Alexa Songa (ma przejść do Barcelony za 15 mln euro) może być zrekompensowane transferem chociażby Yanna M'Vili z Rennes. Może w końcu po kontuzji wróci Jack Wilshere, nieobecny przez cały poprzedni sezon. Choć sytuacja wydaje się być lepsza niż w zeszłym roku, kibice Arsenalu mogą się martwić tym, że do ich ukochanego klubu coraz mocniej przykleja się łatka „sprzedawcy”. Czy mimo to uda się im osiągnąć sukces i w szczególności – trofea. Wojciech Pawłowski powiedziałby tutaj ładne zdanie.


Z północnym Londynem żegna się inna gwiazda ligi angielskiej – Luka Modrić z Tottenhamu. Trener Spurs Andre Villas Boas sam stwierdził, że rozmowy z Realem Madryt są w bardzo zaawansowanym stadium i jak by to powiedziano w Sky Sports: Chorwat przejdzie „within the next few days”. Nieoficjalnie mówi się, że Modrić na Bernabeu zawita po przelaniu na konto Tottenhamu 32 milionów euro, a później mogą przyjść również bonusy, które mogą być zdefiniowane różnorako. Pieniądze za długo na tym koncie nie przeleżą, szybko wyruszą w drogę do Porto, a w drugą stronę wybierze się Joao Moutinho, który dość entuzjastycznie podchodzi do tematu współpracy ze swoim trenerem z czasów, gdy AVB prowadził jeszcze klub z Portugalii. Jeżeli do tego potwierdziłyby się plotki o ściągnięciu Leandro Damiao – gwiazdy reprezentacji Brazylii na IO 2012 w Londynie – utrata Modrica mogłaby być zrekompensowana z nawiązką. Jeżeli Villas Boas znalazłby dla nich miejsce w drużynie, poustawiał cały zespół – Tottenham może być ciekawą ekipą w tym sezonie. Ale na zapowiedź przyjdzie jeszcze czas :)


Javi Martinez przechodzi do Bayernu Monachium za 40 milionów euro – napisał wczoraj Bild. Wszystko, co napisze ta szacowna gazeta należy brać z dość dużym przymrużeniem oka, choć nie da się ukryć, że o tym transferze mówi się już od dłuższego czasu. Ten typ zawodnika - dobry technicznie zawodnik defensywny – byłby dość dużym wzmocnieniem Bawarczyków, którzy chcą z przytupem odzyskać tytuł Mistrza Bundesligi i jeszcze raz porwać się na zdobycie Ligi Mistrzów. Garść statystyk: w poprzednim sezonie Martinez miał najwięcej podań (54,1 na mecz), wślizgów (3,1 na mecz) i przechwytów (5,2 na mecz) w drużynie grając na pozycjach środkowego obrońcy i defensywnego pomocnika. Jest przyzwyczajony do gry nastawionej na wymianę podań, wysoką linię obrony – po prostu idealny zawodnik dla Bayernu jako partner Schweinsteigera w pomocy.

No ale to Bild.


Z Bilbao żegna się też inna gwiazda tego zespołu – Fernando Llorente. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Mistrz Europy z Hiszpanią oświadczył, że nie zamierza podpisywać nowego kontraktu z Athleticiem, co w skrócie oznacza, że szykuje się do odejścia; najprawdopodobniej do Juventusu. Mistrzowie Włoch szukają napastnika już od dłuższego czasu, na nikogo jednak się nie decydując. Żeby jednak nie zostać na nowy sezon z Matrim i Quagliarellą, robią wszystko co w ich mocy, by ściągnąć do siebie Baska. Wysoki napastnik może przydać im się w podbijaniu Europy, bo na ten moment – trzeba przyznać – nie mają kim straszyć. Różne kwoty padają w kontekście tego transferu, najczęściej zaś wspomina się o 36 milionach euro, co oznaczałoby, że Bilbao zarobiłoby w sumie 76 milionów na sprzedaży swoich najlepszych zawodników.

Nie będzie to spożytkowane na transfery, chyba, że udałoby się kupić Xabiego Alonso lub Mikela Artetę, ale na to się nie zanosi. Modernizacja San Mames, polepszenie warunków treningowych – na to przeznaczony będzie gros pieniędzy ze sprzedaży Martineza i Llorente, o ile oczywiście do tego dojdzie. Choć wiele na to wskazuje.


Dziś zaś szeregi The Reds zasilił marokański skrzydłowy Oussama Assaidi z Heerenveen. Nigdzie wcześniej o tym transferze się nie wspominało, więc wielu podeszło do tego z lekkim uśmieszkiem – Liverpool ściąga pewnie jakiś szrot i to jeszcze za marne 3 mln funtów. Później zaś na pierwszy plan wyszły głosy mówiące, że to chłopak z papierami na granie, szybki, dobry technicznie, uniwersalny napastnik. Pasujący do koncepcji Brendana Rodgersa. Przypomniano jego dotychczasowe opus magnum – mecz z Twente, zakończony zwycięstwem jego drużyny 6:2, a sam Marokańczyk popisał się hat-trickiem.


Na Anfield Road zawitać też powinien na zasadzie rocznego wypożyczenia pomocnik Realu Madryt Nuri Sahin. Wraz z przyjściem Modrica jego występy na Bernabeu mogłyby w dalszym ciągu należeć do rzadkości, na co wciąż rozwijający się turecki zawodnik zgodzić się nie może i zgodnie z radą Jose Mourinho ma udać się właśnie pod skrzydła Brendana Rodgersa. Irlandczyk wzmacnia środek pola zawodnikami dysponującymi sporymi umiejętnościami technicznymi, wszak ściągnął ze Swansea Joe Allena, swojego byłego podopiecznego.

Amerykańscy właściciele Liverpoolu pozwalają Rodgersowi na ściąganie zawodników pasujących do jego koncepcji w dużej mierze dzięki 180-stronnicowemu raportowi, który ten przedstawił swoim szefom. W nim zawarł receptę na to, jak polepszyć grę zespołu w obrębie jego filozofii wraz z zawiłościami taktycznymi, treningowymi i kwestiami budowy drużyny na przyszłość. Profesjonalizm w każdym calu.

Kończąc temat transferów: Vurnon Anita, pomocnik Ajaxu został zawodnikiem Newcastle United. Nie jest to może Sergio Busquets, ale z pewnością podobny typ zawodnika. Jeszcze kilka lat temu mówiło się o uniwersalnych zawodnikach ofensywnych jako nowince taktycznej. Takich, którzy mogą grać wszędzie z przodu. Środek, skrzydła czy wreszcie na szpicy – nie robi im to najmniejszej różnicy. Do czego zmierzam? Teraz to samo dzieje się z zawodnikami o nastawieniu bardziej defensywnym. Anita może grać jako defensywny pomocnik, ale też jest to boczny obrońca. Alan Pardew chwalił nowy zakup jako zawodnik uniwersalny, o sporych umiejętnościach technicznych. Powinien przynieść Newcastle lepsze utrzymywanie się przy piłce, szybszą wymianę piłki, ale też stabilność w obronie.


Wczoraj grały drużyny narodowe, w tym nasza piłkarska reprezentacja Polski. Nie będę się rozpisywał. Dno dna. Tak walczono o Orzełka na koszulce, a grają w niej zawodnicy, którzy są niegodni noszenia jej.

W Tallinie mecz beznadziejny, inna sprawa miała się z meczem reprezentacji Niemiec z Argentyną. Od początku był to dość otwarty mecz, sytuacji nie zmieniła nawet czerwona kartka dla Zielera – niemieckiego bramkarza – skutkująca rzutem karnym dla Albicelestes. Do piłki podszedł Leo Messi i podtrzymał formę z półfinału Ligi Mistrzów przeciwko Chelsea. Strzał pewnie obronił Ter Stegen, który dopiero pojawił się na boisku. Pierwsza bramka dla Argentyny padła tuż przed przerwą, kiedy to dośrodkowanie z rzutu rożnego źle wybił Sami Khedira umieszczając futbolówkę tuż przy słupku swojej bramki.

Po przerwie dalej oglądaliśmy szybki, otwarty mecz, jednak stroną, która z tego miała najwięcej, była drużyna Argentyny. Akcję złożoną z kilku podań z pierwszej piłki, zakończonej asystą Higuaina na bramkę zamienił Messi. Na kwadrans przed zakończeniem spotkania sytuacyjnym strzałem z dystansu popisał się Angel di Maria, podwyższając prowadzenie swojej drużyny do trzech bramek.

Kilka minut później długa wymiana podań i przerzutów reprezentacji Niemiec przerodziła się w grę z klepki w bocznej strefie pola karnego, co wykorzystał Mario Gotze wbiegając na szybkości w szesnastkę Argentyńczyków i dośrodkowując z pierwszej piłki na głowę Benedikta Howedesa, który szczupakiem umieścił piłkę w bramce Argentyny i ustalił wynik spotkania na 3:1.

W Bernie zaś odbył się mecz pomiędzy Anglią a Włochami. Czuć było atmosferę meczu przedsezonowego, stadion w dwóch trzecich był pusty, w dodatku Włosi wystawili dość eksperymentalny skład, w którym debiutowało ośmiu piłkarzy, w tym dwóch od pierwszej minuty. Anglicy wykorzystali to, wygrywając 2:1 i odnieśli pierwsze zwycięstwo nad Italią od 15 lat. Roy Hodgson odszedł od używanego w trakcie Euro systemu 4-4-2 na rzecz bardziej popularnego dzisiaj 4-2-3-1. Do reprezentacji wrócił Michael Carrick, tworząc z Frankiem Lampardem parę środkowych pomocników, przed którymi zagrał debiutujący Tom Cleverley. W przeciwieństwie do meczu sprzed kilku tygodni w Kijowie, tym razem to Anglicy częściej operowali futbolówką, choć słabo weszli w mecz. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Diamantiego na bramkę zamienił Daniele de Rossi ładnym strzałem z główki, korzystając z zagapienia się Carricka. Gol ze stałego fragmentu gry padł też dla Anglików. Frank Lampard zagrał z rożnego, na którą zaczaił się Phil Jagielka, wyprzedził Balzarettiego i uderzył szczupakiem obok bezradnego Salvatore Sirigu.
W drugiej połowie pomimo częstej utraty płynności gry, spowodowanej dużą częstotliwością zmian, piłkarzom udało się stworzyć kilka sytuacji. John Ruddy wspaniale obronił strzał z najbliższej odległości Mattii Destro, a piłka po uderzeniu Federico Peluso miast zatrzepotać w siatce, poszybowała w jej boczną stronę. Po drugiej stronie boiska Joleon Lescott nie wykorzystał świetnej okazji, plącząc sobie nogi i trafił w słupek z liczonej w centymetrach odległości od bramki.

Zwycięstwo Anglikom zapewnił cudownym strzałem Jermaine Defoe. Ryan Bertrand wybił piłkę z pola karnego, z którą po lewej stronie boiska pod bramkę rywala popędził napastnik Tottenhamu. Zwodem do prawej nogi zmylił Ignazio Abate i podkręconym uderzeniem posłał piłkę w okienko bramki Sirigu, który zdążył futbolówkę jedynie trącić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz