Czasem zdarza się, że w piłce nie
dzieje się nic, poza wrzutkami medialnymi podsyłanymi przez
agentów. Twitter to przemieli, zje i następnego dnia nikt o tym
pamiętać nie będzie. Wczoraj zaś w przeciągu kilku godzin działo
się tyle, że spokojnie obdzieliłoby cały tydzień. Mówię tu
zarówno o kwestiach personalnych, jak i meczach międzynarodowych.
Jak wielu już wie – Robin van
Persie zostanie piłkarzem Manchesteru United. Kwestia jego odejścia
z Arsenalu była dominującą narracją letniego okienka
transferowego odkąd Holender wystosował oświadczenie mówiące o
tym, że nie zdecyduje się na przedłużenie kontraktu z
Kanonierami. Problemem nie były pieniądze, lecz brak odpowiednich
wzmocnień, co eufemistycznie zostało określone jako: „niezgodność
wizji”. Dziwne, biorąc pod uwagę transfery Podolskiego, Giroud i
ostatnio Cazorli. W każdym razie w United będą lepsi zawodnicy, a
taką wisienką na torcie będą niebagatelne zarobki – 220 tys.
funtów tygodniowo. Dodając do tego 24 mln funtów, które sir Alex
Ferguson musiał przelać na konto Arsenalu, van Persie kosztować
będzie United 68 milionów funtów (transfer + pensja). Całkiem
sporo, trzeba przyznać.
Problem United tkwi teraz w tym, jak
poustawiać cały – nomen omen – arsenał fenomenalnych
zawodników. Van Persie, Rooney, Kagawa – wiele drużyn, nawet z
absolutnego topu, chciałoby ich mieć w swojej drużynie. W pewnym
sensie przypomina to sezon 2007/2008, gdy United straszyli rywali
atakiem złożonym z Cristiano Ronaldo, Rooneya i Carlosa Teveza.
Obie trójki mogą swobodnie wymieniać się pozycjami i mieszać
szyki obronne rywala.
Gdzieś z tyłu głowy tkwi jednak
sprawa środkowego pomocnika, który mógłby obsłużyć kolegów
dobrym podaniem, potrafiłby kontrolować tempo gry i nie byłby
amatorem w destrukcji. Marchisio, Modrić, Moutinho – takich
piłkarzy potrzebowałby szkocki menedżer. Jest już co prawda
trzech dobrych zawodników – Carrick, Scholes i Cleverley, ale jest
poczucie, że dobry transfer poustawiałby grę zespołu, by walczyć
nie tylko w Premier League, ale wymazać plamę z zeszłego sezonu,
gdy United odpadli już z fazy grupowej Ligi Mistrzów.
Mam też teorię, że wzorem
„hałaśliwych sąsiadów” United zdecydują się na grę trójką
obrońców. Roberto Mancini ustawił drużynę w meczu z Chelsea, o
czym wspominałem ostatnio. Czerwone Diabły mają zawodników do
takiego ustawienia, ale jak wiadomo – każda taktyka jest pochodną
stanu osobowego, by go po prostu maksymalnie wykorzystać, ale pewna
rama gry drużyny może być przeniesiona na grunt, a właściwie
murawę Old Trafford. W myśl mojej teorii
Sytuacja z odejściem van Persiego
jest inna niż rok temu, gdy z Emirates Stadium odchodził Fabregas
do spółki z Nasrim i Clichym. Wtedy Wenger szukał zawodników na
łapu-capu, niekoniecznie przemyśliwszy te transfery. Choć Arteta
okazał się zawodnikiem pasującym do filozofii gry Francuza,
Benayoun i Mertesacker miejsca w drużynie nie zagrzali. Tym razem
sprawa ma się inaczej. Przyszli zawodnicy o dość wysokich
umiejętnościach, reprezentanci swoich krajów, wiodące postaci
byłych klubów. Arsenal był przygotowany na odejście van Persiego,
a odejście Alexa Songa (ma przejść do Barcelony za 15 mln euro)
może być zrekompensowane transferem chociażby Yanna M'Vili z
Rennes. Może w końcu po kontuzji wróci Jack Wilshere, nieobecny
przez cały poprzedni sezon. Choć sytuacja wydaje się być lepsza
niż w zeszłym roku, kibice Arsenalu mogą się martwić tym, że do
ich ukochanego klubu coraz mocniej przykleja się łatka
„sprzedawcy”. Czy mimo to uda się im osiągnąć sukces i w
szczególności – trofea. Wojciech Pawłowski powiedziałby tutaj
ładne zdanie.
Z północnym Londynem żegna się
inna gwiazda ligi angielskiej – Luka Modrić z Tottenhamu. Trener
Spurs Andre Villas Boas sam stwierdził, że rozmowy z Realem Madryt
są w bardzo zaawansowanym stadium i jak by to powiedziano w Sky
Sports: Chorwat przejdzie „within the next few days”.
Nieoficjalnie mówi się, że Modrić na Bernabeu zawita po przelaniu
na konto Tottenhamu 32 milionów euro, a później mogą przyjść
również bonusy, które mogą być zdefiniowane różnorako.
Pieniądze za długo na tym koncie nie przeleżą, szybko wyruszą w
drogę do Porto, a w drugą stronę wybierze się Joao Moutinho,
który dość entuzjastycznie podchodzi do tematu współpracy ze
swoim trenerem z czasów, gdy AVB prowadził jeszcze klub z
Portugalii. Jeżeli do tego potwierdziłyby się plotki o ściągnięciu
Leandro Damiao – gwiazdy reprezentacji Brazylii na IO 2012 w
Londynie – utrata Modrica mogłaby być zrekompensowana z nawiązką.
Jeżeli Villas Boas znalazłby dla nich miejsce w drużynie,
poustawiał cały zespół – Tottenham może być ciekawą ekipą w
tym sezonie. Ale na zapowiedź przyjdzie jeszcze czas :)
Javi Martinez przechodzi do Bayernu
Monachium za 40 milionów euro – napisał wczoraj Bild. Wszystko,
co napisze ta szacowna gazeta należy brać z dość dużym
przymrużeniem oka, choć nie da się ukryć, że o tym transferze
mówi się już od dłuższego czasu. Ten typ zawodnika - dobry
technicznie zawodnik defensywny – byłby dość dużym wzmocnieniem
Bawarczyków, którzy chcą z przytupem odzyskać tytuł Mistrza
Bundesligi i jeszcze raz porwać się na zdobycie Ligi Mistrzów.
Garść statystyk: w poprzednim sezonie Martinez miał najwięcej
podań (54,1 na mecz), wślizgów (3,1 na mecz) i przechwytów (5,2
na mecz) w drużynie grając na pozycjach środkowego obrońcy i
defensywnego pomocnika. Jest przyzwyczajony do gry nastawionej na
wymianę podań, wysoką linię obrony – po prostu idealny zawodnik
dla Bayernu jako partner Schweinsteigera w pomocy.
No ale to Bild.
Z Bilbao żegna się też inna gwiazda
tego zespołu – Fernando Llorente. Na specjalnie zwołanej
konferencji prasowej Mistrz Europy z Hiszpanią oświadczył, że nie
zamierza podpisywać nowego kontraktu z Athleticiem, co w skrócie
oznacza, że szykuje się do odejścia; najprawdopodobniej do
Juventusu. Mistrzowie Włoch szukają napastnika już od dłuższego
czasu, na nikogo jednak się nie decydując. Żeby jednak nie zostać
na nowy sezon z Matrim i Quagliarellą, robią wszystko co w ich
mocy, by ściągnąć do siebie Baska. Wysoki napastnik może przydać
im się w podbijaniu Europy, bo na ten moment – trzeba przyznać –
nie mają kim straszyć. Różne kwoty padają w kontekście tego
transferu, najczęściej zaś wspomina się o 36 milionach euro, co
oznaczałoby, że Bilbao zarobiłoby w sumie 76 milionów na
sprzedaży swoich najlepszych zawodników.
Nie będzie to spożytkowane na
transfery, chyba, że udałoby się kupić Xabiego Alonso lub Mikela
Artetę, ale na to się nie zanosi. Modernizacja San Mames,
polepszenie warunków treningowych – na to przeznaczony będzie
gros pieniędzy ze sprzedaży Martineza i Llorente, o ile oczywiście
do tego dojdzie. Choć wiele na to wskazuje.
Dziś zaś szeregi The Reds zasilił
marokański skrzydłowy Oussama Assaidi z Heerenveen. Nigdzie
wcześniej o tym transferze się nie wspominało, więc wielu
podeszło do tego z lekkim uśmieszkiem – Liverpool ściąga pewnie
jakiś szrot i to jeszcze za marne 3 mln funtów. Później zaś na
pierwszy plan wyszły głosy mówiące, że to chłopak z papierami
na granie, szybki, dobry technicznie, uniwersalny napastnik. Pasujący
do koncepcji Brendana Rodgersa. Przypomniano jego dotychczasowe opus
magnum – mecz z Twente, zakończony zwycięstwem jego drużyny 6:2,
a sam Marokańczyk popisał się hat-trickiem.
Na Anfield Road zawitać też powinien
na zasadzie rocznego wypożyczenia pomocnik Realu Madryt Nuri Sahin.
Wraz z przyjściem Modrica jego występy na Bernabeu mogłyby w
dalszym ciągu należeć do rzadkości, na co wciąż rozwijający
się turecki zawodnik zgodzić się nie może i zgodnie z radą Jose
Mourinho ma udać się właśnie pod skrzydła Brendana Rodgersa.
Irlandczyk wzmacnia środek pola zawodnikami dysponującymi sporymi
umiejętnościami technicznymi, wszak ściągnął ze Swansea Joe
Allena, swojego byłego podopiecznego.
Amerykańscy właściciele Liverpoolu
pozwalają Rodgersowi na ściąganie zawodników pasujących do jego
koncepcji w dużej mierze dzięki 180-stronnicowemu raportowi, który
ten przedstawił swoim szefom. W nim zawarł receptę na to, jak
polepszyć grę zespołu w obrębie jego filozofii wraz z
zawiłościami taktycznymi, treningowymi i kwestiami budowy drużyny
na przyszłość. Profesjonalizm w każdym calu.
Kończąc temat transferów: Vurnon
Anita, pomocnik Ajaxu został zawodnikiem Newcastle United. Nie jest
to może Sergio Busquets, ale z pewnością podobny typ zawodnika.
Jeszcze kilka lat temu mówiło się o uniwersalnych zawodnikach
ofensywnych jako nowince taktycznej. Takich, którzy mogą grać
wszędzie z przodu. Środek, skrzydła czy wreszcie na szpicy – nie
robi im to najmniejszej różnicy. Do czego zmierzam? Teraz to samo
dzieje się z zawodnikami o nastawieniu bardziej defensywnym. Anita
może grać jako defensywny pomocnik, ale też jest to boczny
obrońca. Alan Pardew chwalił nowy zakup jako zawodnik uniwersalny,
o sporych umiejętnościach technicznych. Powinien przynieść
Newcastle lepsze utrzymywanie się przy piłce, szybszą wymianę
piłki, ale też stabilność w obronie.
Wczoraj grały drużyny narodowe, w
tym nasza piłkarska reprezentacja Polski. Nie będę się
rozpisywał. Dno dna. Tak walczono o Orzełka na koszulce, a grają w
niej zawodnicy, którzy są niegodni noszenia jej.
W Tallinie mecz beznadziejny, inna
sprawa miała się z meczem reprezentacji Niemiec z Argentyną. Od
początku był to dość otwarty mecz, sytuacji nie zmieniła nawet
czerwona kartka dla Zielera – niemieckiego bramkarza – skutkująca
rzutem karnym dla Albicelestes. Do piłki podszedł Leo Messi i
podtrzymał formę z półfinału Ligi Mistrzów przeciwko Chelsea.
Strzał pewnie obronił Ter Stegen, który dopiero pojawił się na
boisku. Pierwsza bramka dla Argentyny padła tuż przed przerwą,
kiedy to dośrodkowanie z rzutu rożnego źle wybił Sami Khedira
umieszczając futbolówkę tuż przy słupku swojej bramki.
Po przerwie dalej oglądaliśmy
szybki, otwarty mecz, jednak stroną, która z tego miała najwięcej,
była drużyna Argentyny. Akcję złożoną z kilku podań z
pierwszej piłki, zakończonej asystą Higuaina na bramkę zamienił
Messi. Na kwadrans przed zakończeniem spotkania sytuacyjnym strzałem
z dystansu popisał się Angel di Maria, podwyższając prowadzenie
swojej drużyny do trzech bramek.
Kilka minut później długa wymiana
podań i przerzutów reprezentacji Niemiec przerodziła się w grę z
klepki w bocznej strefie pola karnego, co wykorzystał Mario Gotze
wbiegając na szybkości w szesnastkę Argentyńczyków i
dośrodkowując z pierwszej piłki na głowę Benedikta Howedesa,
który szczupakiem umieścił piłkę w bramce Argentyny i ustalił
wynik spotkania na 3:1.
W Bernie zaś odbył się mecz
pomiędzy Anglią a Włochami. Czuć było atmosferę meczu
przedsezonowego, stadion w dwóch trzecich był pusty, w dodatku
Włosi wystawili dość eksperymentalny skład, w którym debiutowało
ośmiu piłkarzy, w tym dwóch od pierwszej minuty. Anglicy
wykorzystali to, wygrywając 2:1 i odnieśli pierwsze zwycięstwo nad
Italią od 15 lat. Roy Hodgson odszedł od używanego w trakcie Euro
systemu 4-4-2 na rzecz bardziej popularnego dzisiaj 4-2-3-1. Do
reprezentacji wrócił Michael Carrick, tworząc z Frankiem Lampardem
parę środkowych pomocników, przed którymi zagrał debiutujący
Tom Cleverley. W przeciwieństwie do meczu sprzed kilku tygodni w
Kijowie, tym razem to Anglicy częściej operowali futbolówką, choć
słabo weszli w mecz. Dośrodkowanie z rzutu wolnego Diamantiego na
bramkę zamienił Daniele de Rossi ładnym strzałem z główki,
korzystając z zagapienia się Carricka. Gol ze stałego fragmentu
gry padł też dla Anglików. Frank Lampard zagrał z rożnego, na
którą zaczaił się Phil Jagielka, wyprzedził Balzarettiego i
uderzył szczupakiem obok bezradnego Salvatore Sirigu.
W drugiej połowie pomimo częstej
utraty płynności gry, spowodowanej dużą częstotliwością zmian,
piłkarzom udało się stworzyć kilka sytuacji. John Ruddy wspaniale
obronił strzał z najbliższej odległości Mattii Destro, a piłka
po uderzeniu Federico Peluso miast zatrzepotać w siatce, poszybowała
w jej boczną stronę. Po drugiej stronie boiska Joleon Lescott nie
wykorzystał świetnej okazji, plącząc sobie nogi i trafił w
słupek z liczonej w centymetrach odległości od bramki.
Zwycięstwo Anglikom zapewnił
cudownym strzałem Jermaine Defoe. Ryan Bertrand wybił piłkę z
pola karnego, z którą po lewej stronie boiska pod bramkę rywala
popędził napastnik Tottenhamu. Zwodem do prawej nogi zmylił
Ignazio Abate i podkręconym uderzeniem posłał piłkę w okienko
bramki Sirigu, który zdążył futbolówkę jedynie trącić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz