Kiedy włodarze Southampton
zdecydowali się zwolnić Nigela Adkinsa, to oprócz tego, że było
mi smutno i płakałem, zacząłem się zastanawiać nad tym, czy
była kiedykolwiek bardziej idiotyczna decyzja zarządzających
klubem piłkarskim. Biorąc pod uwagę, że zwolniono trenera
odpowiedzialnego za dwa awanse z rzędu, który po słabym początku
sezonu zdołał odwrócić kartę i Święci cieszyli się niemałą
serią meczów bez porażki – było to dość trudne.
Mauricio Pochettino zapytany na swojej
pierwszej konferencji prasowej o to, czy problemem w kontekście
meczu z Evertonem nie będzie nieznajomość drużyny odpowiedział,
że od wielu tygodni przyglądał się już nowym zawodnikom. Z
jednej strony oznacza to, że zmiana na stanowisku trenera była
przygotowywana od dłuższego czasu, bardziej przemyślana. Z drugiej
zaś, skoro tak było, to dlaczego Adkinsa zwolniono akurat w takim
momencie, zaraz po remisie z Chelsea na wyjeździe, kiedy Southampton
odrobiło dwubramkową stratę?
Zniesmaczenie kibiców i ludzi
zainteresowanych piłką było tym większe, że na miejsce Anglika
nie przychodził Mourinho czy Guardiola, tylko Mauricio Pochettino,
który dopiero co został zwolniony z posady trenera Espanyolu
Barcelona, zostawiając drużynę na ostatnim miejscu w tabeli La
Liga, z tylko dwoma wygranymi w dwudziestu spotkaniach. Dlaczego więc
miałby być lepszy od Adkinsa?
Southampton przed zmianą trenera grał
do przodu, widowiskowo, strzelał dużo bramek, ale problemem był
zbyt duży chaos na boisku, czego efektem były hurtowo tracone gole.
Widać było duże zaangażowanie zawodników, chęć zwycięstwa,
ale często brakowało wyrachowania, organizacji. Dość powiedzieć,
że w skali całego sezonu Święci stracili aż 24 punkty w meczach,
w których obejmowali prowadzenie.
„There is only one Nigel Adkins”
śpiewane przez kibiców Saints unosiło się nad St. Mary's tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego w meczu Southampton-Everton.
Pochettino od samego początku miał wiele do udowodnienia. Ze
starcia z mocnymi The Toffees Święci wyszli w niebywały dla siebie
sposób – był to bowiem ich pierwszy bezbramkowy remis w sezonie.
Everton w całym spotkaniu został
dobrze zneutralizowany, Pochettino ustawił swój zespół bardzo
wysoko, od początku nakazał drużynie stosować agresywny pressing.
Efektem była najgorsza celność podań gości w tym sezonie.
Już w pierwszym spotkaniu nowy trener
zmienił grę drużyny, opierając się o swoje pomysły wyniesione z
ligi hiszpańskiej, gdzie słyszał słowa pochwały od Pepa
Guardioli. „Są drużyny, które na ciebie czekają i są takie,
które ciebie szukają. Espanyol cię szuka. Taki sposób grania jest
mi bardzo bliski.” - mówił kataloński trener.
W podobnym tonie wypowiadają się
trenerzy w lidze angielskiej. Sir Alex Ferguson nazwał Southampton
najlepszą drużyną, która w tym sezonie przyjechała do
Manchesteru. Piłkarze Wigan również nie szczędzili ciepłych słów
przeciwnikom z południa Anglii.
Święci ciągle grają ofensywnie,
ale widać w tej grze jakiś zamysł, lepszą organizację. Cały
zespół jest przesunięty do przodu, piłkarze są blisko siebie,
gotowi do tego, by natychmiast odebrać piłkę i szybko przenieść
się pod bramkę rywala. Każdy rywal, który musiał mierzyć się z
Southampton obniżał swoją średnią celnych podań. „Nasz styl
to jak najszybciej odebrać piłkę i potem ją rozgrywać” -
opowiada Pochettino. Inspiracja Marcelo Bielsą nietrudna do
wychwycenia. Southampton na Old Trafford grało jak niemal rok temu
Bilbao pod wodzą charyzmatycznego Argentyńczyka. Jednak w
przeciwieństwie do Basków, z Manchesteru Święci wrócili z
pustymi rękoma.
Pierwsze zwycięstwo dla Pochettino
przyszło w meczu z Mistrzem Anglii – Manchesterem City. I co
ważniejsze – nie było w tym ani grama przypadku. Każdy zawodnik
skrupulatnie wypełniał polecenia trenera, bez litości
wykorzystując błędy rywala. The Citizens nie mogli sobie poradzić
z wysokim tempem gry narzuconym przez beniaminka i już po dwudziestu
minutach przegrywali różnicą dwóch goli. Święci niezrażeni
kontaktową bramką Dżeko dalej grali swoje i tuż po przerwie po
oskrzydlającej akcji Gareth Barry wbił piłkę do własnej siatki.
Po meczu trener gości ze złością
zarzucał swoim piłkarzom brak zaangażowania i przejście obok
meczu. „Ciężko gra się we dwóch przeciwko jedenastu” - mówił
włoski trener. Obóz Southampton dobrze jednak wie, że jest to w
dużej mierze zasługa ich własnej gry i zdominowania rywala.
Pozytywna narracja, jaka wytworzyła
się wokół osoby Pochettino pozwala mu na spokojne wykonywanie
swojej pracy. Kibice dalej mogą być rozgoryczeni sposobem, w jakim
zwolniony został Nigel Adkins, ale nie sposób zauważyć postępu,
jaki wykonała w krótkim czasie drużyna Southampton. „Każdy
piłkarz chciałby się nauczyć czegoś nowego. Nie ma tutaj
wyjątków.” - mówił na swojej pierwszej konferencji prasowej w
Liverpoolu Brendan Rodgers. Mając na uwadze to, w jaki sposób
piłkarze Espanyolu określali treningi pod wodzą Pochettino
(„intensywne, ale fajne”), Argentyńczyk zjednał sobie szatnię
Southampton.
Z taką grą, Święci są na
najlepszej drodze do utrzymania się w lidze i stworzenia solidnej
bazy do tego, by w przyszłych sezonach atakować górną część
tabeli i podzielić los zeszłorocznego beniaminka – Swansea. Warto
obserwować tę drużynę, zawsze można spodziewać się ciekawego
spotkania.
Piłkarski romantycy mają jednak z
tyłu głowy to, że tę drużynę co najmniej do końca sezonu
prowadzić powinien Nigel Adkins. To on jest jej twórcą i po prostu
mu się to należy, a wstydu klubowi nie przyniesie. Wstydu może
nie, ale ta drużyna może osiągnąć więcej – tak uznali
szefowie Southampton. I zatrudnili Pochettino. Bo kto im zabroni?

Bardzo dobry tekst, czekam na więcej.
OdpowiedzUsuńbardzo fajny tekst, dobrze napisany, propsuje :)
OdpowiedzUsuńa Adkinsa oczywiście szkoda, niezasłużone zwolnienie. Jestem pewien, że pod jego wodzą Święci też w końcu zaczęliby wygrać. Trudno, z Pochettino na ławce też życzę im wszystkiego najlepszego i pewnego utrzymania, bo z taką grą najzwyczajniej na to zasługują.