niedziela, 10 lutego 2013

Serce czy rozum?




Kiedy włodarze Southampton zdecydowali się zwolnić Nigela Adkinsa, to oprócz tego, że było mi smutno i płakałem, zacząłem się zastanawiać nad tym, czy była kiedykolwiek bardziej idiotyczna decyzja zarządzających klubem piłkarskim. Biorąc pod uwagę, że zwolniono trenera odpowiedzialnego za dwa awanse z rzędu, który po słabym początku sezonu zdołał odwrócić kartę i Święci cieszyli się niemałą serią meczów bez porażki – było to dość trudne.

Mauricio Pochettino zapytany na swojej pierwszej konferencji prasowej o to, czy problemem w kontekście meczu z Evertonem nie będzie nieznajomość drużyny odpowiedział, że od wielu tygodni przyglądał się już nowym zawodnikom. Z jednej strony oznacza to, że zmiana na stanowisku trenera była przygotowywana od dłuższego czasu, bardziej przemyślana. Z drugiej zaś, skoro tak było, to dlaczego Adkinsa zwolniono akurat w takim momencie, zaraz po remisie z Chelsea na wyjeździe, kiedy Southampton odrobiło dwubramkową stratę?

Zniesmaczenie kibiców i ludzi zainteresowanych piłką było tym większe, że na miejsce Anglika nie przychodził Mourinho czy Guardiola, tylko Mauricio Pochettino, który dopiero co został zwolniony z posady trenera Espanyolu Barcelona, zostawiając drużynę na ostatnim miejscu w tabeli La Liga, z tylko dwoma wygranymi w dwudziestu spotkaniach. Dlaczego więc miałby być lepszy od Adkinsa?

Southampton przed zmianą trenera grał do przodu, widowiskowo, strzelał dużo bramek, ale problemem był zbyt duży chaos na boisku, czego efektem były hurtowo tracone gole. Widać było duże zaangażowanie zawodników, chęć zwycięstwa, ale często brakowało wyrachowania, organizacji. Dość powiedzieć, że w skali całego sezonu Święci stracili aż 24 punkty w meczach, w których obejmowali prowadzenie.

„There is only one Nigel Adkins” śpiewane przez kibiców Saints unosiło się nad St. Mary's tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego w meczu Southampton-Everton. Pochettino od samego początku miał wiele do udowodnienia. Ze starcia z mocnymi The Toffees Święci wyszli w niebywały dla siebie sposób – był to bowiem ich pierwszy bezbramkowy remis w sezonie.

Everton w całym spotkaniu został dobrze zneutralizowany, Pochettino ustawił swój zespół bardzo wysoko, od początku nakazał drużynie stosować agresywny pressing. Efektem była najgorsza celność podań gości w tym sezonie.

Już w pierwszym spotkaniu nowy trener zmienił grę drużyny, opierając się o swoje pomysły wyniesione z ligi hiszpańskiej, gdzie słyszał słowa pochwały od Pepa Guardioli. „Są drużyny, które na ciebie czekają i są takie, które ciebie szukają. Espanyol cię szuka. Taki sposób grania jest mi bardzo bliski.” - mówił kataloński trener.
W podobnym tonie wypowiadają się trenerzy w lidze angielskiej. Sir Alex Ferguson nazwał Southampton najlepszą drużyną, która w tym sezonie przyjechała do Manchesteru. Piłkarze Wigan również nie szczędzili ciepłych słów przeciwnikom z południa Anglii.

Święci ciągle grają ofensywnie, ale widać w tej grze jakiś zamysł, lepszą organizację. Cały zespół jest przesunięty do przodu, piłkarze są blisko siebie, gotowi do tego, by natychmiast odebrać piłkę i szybko przenieść się pod bramkę rywala. Każdy rywal, który musiał mierzyć się z Southampton obniżał swoją średnią celnych podań. „Nasz styl to jak najszybciej odebrać piłkę i potem ją rozgrywać” - opowiada Pochettino. Inspiracja Marcelo Bielsą nietrudna do wychwycenia. Southampton na Old Trafford grało jak niemal rok temu Bilbao pod wodzą charyzmatycznego Argentyńczyka. Jednak w przeciwieństwie do Basków, z Manchesteru Święci wrócili z pustymi rękoma.

Pierwsze zwycięstwo dla Pochettino przyszło w meczu z Mistrzem Anglii – Manchesterem City. I co ważniejsze – nie było w tym ani grama przypadku. Każdy zawodnik skrupulatnie wypełniał polecenia trenera, bez litości wykorzystując błędy rywala. The Citizens nie mogli sobie poradzić z wysokim tempem gry narzuconym przez beniaminka i już po dwudziestu minutach przegrywali różnicą dwóch goli. Święci niezrażeni kontaktową bramką Dżeko dalej grali swoje i tuż po przerwie po oskrzydlającej akcji Gareth Barry wbił piłkę do własnej siatki.

Po meczu trener gości ze złością zarzucał swoim piłkarzom brak zaangażowania i przejście obok meczu. „Ciężko gra się we dwóch przeciwko jedenastu” - mówił włoski trener. Obóz Southampton dobrze jednak wie, że jest to w dużej mierze zasługa ich własnej gry i zdominowania rywala.

Pozytywna narracja, jaka wytworzyła się wokół osoby Pochettino pozwala mu na spokojne wykonywanie swojej pracy. Kibice dalej mogą być rozgoryczeni sposobem, w jakim zwolniony został Nigel Adkins, ale nie sposób zauważyć postępu, jaki wykonała w krótkim czasie drużyna Southampton. „Każdy piłkarz chciałby się nauczyć czegoś nowego. Nie ma tutaj wyjątków.” - mówił na swojej pierwszej konferencji prasowej w Liverpoolu Brendan Rodgers. Mając na uwadze to, w jaki sposób piłkarze Espanyolu określali treningi pod wodzą Pochettino („intensywne, ale fajne”), Argentyńczyk zjednał sobie szatnię Southampton.
Z taką grą, Święci są na najlepszej drodze do utrzymania się w lidze i stworzenia solidnej bazy do tego, by w przyszłych sezonach atakować górną część tabeli i podzielić los zeszłorocznego beniaminka – Swansea. Warto obserwować tę drużynę, zawsze można spodziewać się ciekawego spotkania.

Piłkarski romantycy mają jednak z tyłu głowy to, że tę drużynę co najmniej do końca sezonu prowadzić powinien Nigel Adkins. To on jest jej twórcą i po prostu mu się to należy, a wstydu klubowi nie przyniesie. Wstydu może nie, ale ta drużyna może osiągnąć więcej – tak uznali szefowie Southampton. I zatrudnili Pochettino. Bo kto im zabroni?

2 komentarze:

  1. Bardzo dobry tekst, czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo fajny tekst, dobrze napisany, propsuje :)

    a Adkinsa oczywiście szkoda, niezasłużone zwolnienie. Jestem pewien, że pod jego wodzą Święci też w końcu zaczęliby wygrać. Trudno, z Pochettino na ławce też życzę im wszystkiego najlepszego i pewnego utrzymania, bo z taką grą najzwyczajniej na to zasługują.

    OdpowiedzUsuń