piątek, 8 lutego 2013

Robert Lewandowski a szkolenie w Polsce


 Nic tak nie rozwiązuje trzeźwemu Polakowi języka jak porażka reprezentacji narodowej. Nick Hornby w „Futbolowej gorączce” zauważył, że w gruncie rzeczy mężczyźni tego sportu nienawidzą. „Bould, pieprzone 100 funtów tygodniowo!”, „Żałosna gra!” zanosiło się na trybunach Highbury. W Polsce wyglądało to mniej więcej tak:


Po meczu zaś drużyna jadąca do Dublina po swoje została zmieszana z błotem, a najbardziej ze wszystkich największa gwiazda – Robert Lewandowski. Liczba minut bez strzelonego przez niego gola w reprezentacji jest już większa niż spóźnienie pociągu relacji Kraków-Gdańsk, co jednoznacznie wskazuje na to, że napastnik Borussii jest po prostu zwykłym szarlatanem, a nie bramkostrzelnym zawodnikiem, a jego osiągnięcia w Niemczech należą raczej do aberracji. Strzału to on nie ma w zasadzie z żadnej nogi, dryblingu też, a gra głową jako tako mu wychodzi, bo jest po prostu wysoki.

Jest też teoria mówiąca o tym, że Lewandowski grę w kadrze olewa, byleby odbębnić umowy sponsorskie, zgrupowanie i kolejny mecz w reprezentacji. Że nie biega jak w Dortmundzie, że nie strzela tak samo, mniej walczy. I w przeciwieństwie do Eldo – w ogóle się nie stara.

Z drugiej strony zaś, mamy budowany przez redakcję TVP Sport oraz Romana Kołtonia obraz Lewandowskiego-Mesjasza, piłkarza o najwyższej klasie światowej, który bez problemu poradziłby sobie w Barcelonie. Do tego dysponuje całą gamą zagrań, których nie powstydziłby się Diego Armando Maradona. W meczu z Szachtarem Donieck niechybnie ustrzeli hat-tricka, co będzie można zobaczyć na żywo w TVP.

Co więc należy o Lewandowskim myśleć? Skoro jest taki genialny, to dlaczego nie strzela w kadrze? A jeśli nie jest tak dobry, to dlaczego gra w pierwszym składzie Mistrza Niemiec i chcą go u siebie najlepsze kluby Europy? Nie da się ukryć, że występuje dość spory dysonans pomiędzy jego skutecznością w kadrze, a w klubie. Pytanie tylko, co jest tego powodem i czy na pewno sam napastnik.

Na poziomie ustawienia taktycznego zarówno Borussia, jak i reprezentacja Polski grają tak samo – 4-2-3-1. Trzeba więc iść głębiej. Może kłopot leży w mniejszych umiejętnościach zawodników? Na pewno Obraniak nie jest na tym samym poziomie co Reus, na środku pomocy nie grają zawodnicy o klasie Bendera i Gundogana, ale nie są to też absolutne ogórki, przez które reprezentacja nie tworzy Lewandowskiemu sytuacji.

Następnie więc należy zauważyć, że zgranie drużyny klubowej, skomplikowanie taktyki jest o wiele łatwiejsze niż przy drużynie reprezentacyjnej. Może być tak, że Lewandowski sprawdza się tylko przy taktyce narzuconej przez Kloppa. Piłkarze Borussii są niesamowicie wybiegani, operują blisko siebie, co jest efektem wielu miesięcy treningu. Przy pracy z reprezentacją jest to kompletnie niemożliwe. Inni piłkarze, inne pomysły, więc as napadu nie czuje się najlepiej i nie zdobywa bramek. Ma to sens, jeżeli patrzymy tylko na ten odizolowany przykład. Kłopot tkwi w tym, że w podobnej sytuacji znajdują się wszystkie (poza Hiszpanią) reprezentacje narodowe. Też zmagają się z deficytem czasu na trening, też muszą upraszczać schematy, licząc się z mniejszym zgraniem. Mimo to, potrafią grać dobre mecze, wygrywać je i pozwalać najlepszym zawodnikom rozwijać skrzydła.

Musimy więc szukać odpowiedzi jeszcze głębiej, na poziomie ogólnym. Młody piłkarz, uczony fachu na Zachodzie od małego pracuje nad świadomością taktyczną. Z biegiem lat, rozumienie poleceń trenera przychodzi mu coraz łatwiej i – co ważniejsze – potrafi instynktownie podejmować decyzje dostosowując się do gry kolegów i przeciwnika. W Polsce zaś jest jak jest, taktycznie polska szkoła trenerska leży i nie widać oznak poprawy, a świat nam ucieka. Arsene Wenger w trakcie Euro 2012 wskazał polską reprezentację jako tę najgorzej przygotowaną taktycznie. I nie jest to tylko efekt pracy Franciszka Smudy – to lata zaniedbań w pracy z młodzieżą.
Prawda jest taka, że cała ta drużyna gra słabo, nie potrafi się odnaleźć na boisku, poszczególni zawodnicy próbują działać na własną rękę, niektórzy reagują absolutnym olewaniem (Obraniak) lub klasycznymi błędami w swoim wykonaniu (Wawrzyniak). Nikt nie potrafi ustawiać się lepiej w następnych fazach meczu. Zawodnicy są za daleko od siebie, podania łatwo przeciąć, wsparcie od kolegów jest spóźnione, akcje są zbyt wolne. To nie Lewandowski jest tylko winien – to cała drużyna mu nie pomaga i nie daje sobie pomóc. Robert zaś nie potrafi się w tym bałaganie odnaleźć, nabijając licznik minut bez strzelonego gola.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz