Nic tak nie rozwiązuje trzeźwemu
Polakowi języka jak porażka reprezentacji narodowej. Nick Hornby w
„Futbolowej gorączce” zauważył, że w gruncie rzeczy mężczyźni
tego sportu nienawidzą. „Bould, pieprzone 100 funtów
tygodniowo!”, „Żałosna gra!” zanosiło się na trybunach
Highbury. W Polsce wyglądało to mniej więcej tak:
Po meczu zaś drużyna jadąca do
Dublina po swoje została zmieszana z błotem, a najbardziej ze
wszystkich największa gwiazda – Robert Lewandowski. Liczba minut
bez strzelonego przez niego gola w reprezentacji jest już większa
niż spóźnienie pociągu relacji Kraków-Gdańsk, co jednoznacznie
wskazuje na to, że napastnik Borussii jest po prostu zwykłym
szarlatanem, a nie bramkostrzelnym zawodnikiem, a jego osiągnięcia
w Niemczech należą raczej do aberracji. Strzału to on nie ma w
zasadzie z żadnej nogi, dryblingu też, a gra głową jako tako mu
wychodzi, bo jest po prostu wysoki.
Jest też teoria mówiąca o tym, że
Lewandowski grę w kadrze olewa, byleby odbębnić umowy sponsorskie,
zgrupowanie i kolejny mecz w reprezentacji. Że nie biega jak w
Dortmundzie, że nie strzela tak samo, mniej walczy. I w
przeciwieństwie do Eldo – w ogóle się nie stara.
Z drugiej strony zaś, mamy budowany
przez redakcję TVP Sport oraz Romana Kołtonia obraz
Lewandowskiego-Mesjasza, piłkarza o najwyższej klasie światowej,
który bez problemu poradziłby sobie w Barcelonie. Do tego dysponuje
całą gamą zagrań, których nie powstydziłby się Diego Armando
Maradona. W meczu z Szachtarem Donieck niechybnie ustrzeli
hat-tricka, co będzie można zobaczyć na żywo w TVP.
Co więc należy o Lewandowskim
myśleć? Skoro jest taki genialny, to dlaczego nie strzela w kadrze?
A jeśli nie jest tak dobry, to dlaczego gra w pierwszym składzie
Mistrza Niemiec i chcą go u siebie najlepsze kluby Europy? Nie da
się ukryć, że występuje dość spory dysonans pomiędzy jego
skutecznością w kadrze, a w klubie. Pytanie tylko, co jest tego
powodem i czy na pewno sam napastnik.
Na poziomie ustawienia taktycznego
zarówno Borussia, jak i reprezentacja Polski grają tak samo –
4-2-3-1. Trzeba więc iść głębiej. Może kłopot leży w
mniejszych umiejętnościach zawodników? Na pewno Obraniak nie jest
na tym samym poziomie co Reus, na środku pomocy nie grają zawodnicy
o klasie Bendera i Gundogana, ale nie są to też absolutne ogórki,
przez które reprezentacja nie tworzy Lewandowskiemu sytuacji.
Następnie więc należy zauważyć,
że zgranie drużyny klubowej, skomplikowanie taktyki jest o wiele
łatwiejsze niż przy drużynie reprezentacyjnej. Może być tak, że
Lewandowski sprawdza się tylko przy taktyce narzuconej przez Kloppa.
Piłkarze Borussii są niesamowicie wybiegani, operują blisko
siebie, co jest efektem wielu miesięcy treningu. Przy pracy z
reprezentacją jest to kompletnie niemożliwe. Inni piłkarze, inne
pomysły, więc as napadu nie czuje się najlepiej i nie zdobywa
bramek. Ma to sens, jeżeli patrzymy tylko na ten odizolowany
przykład. Kłopot tkwi w tym, że w podobnej sytuacji znajdują się
wszystkie (poza Hiszpanią) reprezentacje narodowe. Też zmagają się
z deficytem czasu na trening, też muszą upraszczać schematy,
licząc się z mniejszym zgraniem. Mimo to, potrafią grać dobre
mecze, wygrywać je i pozwalać najlepszym zawodnikom rozwijać
skrzydła.
Musimy więc szukać odpowiedzi
jeszcze głębiej, na poziomie ogólnym. Młody piłkarz, uczony
fachu na Zachodzie od małego pracuje nad świadomością taktyczną.
Z biegiem lat, rozumienie poleceń trenera przychodzi mu coraz
łatwiej i – co ważniejsze – potrafi instynktownie podejmować
decyzje dostosowując się do gry kolegów i przeciwnika. W Polsce
zaś jest jak jest, taktycznie polska szkoła trenerska leży i nie
widać oznak poprawy, a świat nam ucieka. Arsene Wenger w trakcie
Euro 2012 wskazał polską reprezentację jako tę najgorzej
przygotowaną taktycznie. I nie jest to tylko efekt pracy Franciszka
Smudy – to lata zaniedbań w pracy z młodzieżą.
Prawda jest taka, że cała ta drużyna
gra słabo, nie potrafi się odnaleźć na boisku, poszczególni
zawodnicy próbują działać na własną rękę, niektórzy reagują
absolutnym olewaniem (Obraniak) lub klasycznymi błędami w swoim
wykonaniu (Wawrzyniak). Nikt nie potrafi ustawiać się lepiej w
następnych fazach meczu. Zawodnicy są za daleko od siebie, podania
łatwo przeciąć, wsparcie od kolegów jest spóźnione, akcje są
zbyt wolne. To nie Lewandowski jest tylko winien – to cała drużyna
mu nie pomaga i nie daje sobie pomóc. Robert zaś nie potrafi się w
tym bałaganie odnaleźć, nabijając licznik minut bez strzelonego
gola.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz