Patrząc z szerszej, bardziej ogólnej
perspektywy, łatwo znaleźć podobieństwa między Arsenalem a
Bayernem. Oba kluby to prymusi księgowości w futbolu zdominowanym
przez długi i łaskę właścicieli klubów. Kanonierzy i Bawarczycy
grają zwykle piłkę ofensywną, otwartą, opartą na wymianie
podań. Wspólnym mianownikiem jest też stawianie na młodych
piłkarzy, nierzadko wychowanków klubu lub też tych, którzy
przyszli do klubu bardzo wcześnie. Z tych fundamentów wyrosły dwie
drużyny będące w zupełnie różnych miejscach rozwoju, z zupełnie
innymi aspiracjami.
Bayern mocno korzysta na rozwoju całej
niemieckiej piłki. W ciągu ostatnich trzech lat dwukrotnie grał w
finale Ligi Mistrzów, a w tym sezonie pokazuje, ze należy do
ścisłej czołówki europejskiej piłki. W lidze i w pucharach
kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa, nierzadko aplikując rywalom po
kilka bramek.
Londyńczycy - mówiąc krótko - grają
w kratkę. Czasem wszystko wydaje się układać, by potem miała
przyjść porażka z niżej notowanym rywalem, jak w sobotę z
pierwszoligowym Blackburn Rovers. Zaczyna być podważana cała
strategia klubu: co najmniej czwarte miejsce w lidze kosztem
wszystkiego innego. Efekt jest taki, że Arsenal od ośmiu lat nie
zdobył żadnego trofeum, a Arsene Wenger znalazł się pod ostrzałem
mediów i zaczyna być podnoszona kwestia jego zwolnienia. Sytuacja
jest dość napięta, co dał po sobie poznać sam trener, nerwowo
reagując na pytania dziennikarzy zgromadzonych na konferencji
prasowej. Francuz to świetny szkoleniowiec dla drużyn, które mają
stabilny skład na przestrzeni dwóch-trzech lat. Gdy tak jak teraz,
z klubu co roku odchodzą najlepsi zawodnicy – gra Arsenalu może
się nie kleić.
Dlatego też w zupełnie różnych
kontekstach rozwijają się talenty dwóch najbardziej obiecujących
piłkarzy obydwu drużyn – Toniego Kroosa i Jacka Wilshere'a. Tak
jak ich kluby – obaj znajdą wiele punktów wspólnych.
Wszechstronni, kreatywni, silni i inteligentni – na ich grę
patrzy się z wielką przyjemnością. Choć zwykle grają na różnych
pozycjach obydwu porównuje się już do Andresa Iniesty. To na
Kroosie swoją monachijską Das Tiki-Takę ma oprzeć Pep Guardiola,
a Wilshere'a do Barcelony zaprasza Dani Alves.
Obaj mają też za sobą świetne
mecze w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. W poprzednim sezonie Kroos
błyszczał w półfinale z Realem Madryt na Allianz Arena. Juup
Heynckes wykorzystał go na pozycji nr 10, by pod koniec spotkania
przesunąć na środek pomocy w celu lepszego utrzymania piłki.
Wilshere zaś poprowadził Arsenal do zwycięstwa w spotkaniu z
Barceloną na Emirates dwa lata temu. To dzięki jemu sercu do gry
udało się pokonać utytułowanego przeciwnika, a młody zawodnik
został uznany graczem meczu.
Jeżeli patrzymy na grę obydwu
zawodników po wyabstrahowaniu z drużyny, obaj mogą być uznani za
creme de la creme europejskiej piłki. Hiszpański trener Juanma
Lillo zauważa jednak, że jeśli opisujemy piłkarza, nie możemy
zapominać o kontekście – jego drużynie. „Nic nie może być
zdekontekstualizowane. Jak żyjesz, kim jesteś, jak wysoko cenisz
więzi, zachowanie, interakcje – to wszystko wpływa na to, jak gra
drużyna” - mówił w wywiadzie do Blizzarda Hiszpan. Mentor Pepa
Guardioli uchodzi za skrajnego zwolennika odzierania drużyny z
indywidualnych popisów, co nie przyniosło mu o prawda wielkich
wyników, ale ceni się go za odmienny sposób myślenia, który może
stanowić inspirację dla wielu trenerów czy dziennikarzy.
Opierając się na tych słowach,
można kontynuować rozważania o Kroosie i Wilsherze. Każda
drużyna, jeżeli jest dobrze, profesjonalnie zarządzana, ma swój
specyficzny scenariusz, kod rozwoju każdego piłkarza, zarówno
wychowanka, jak i ściągniętego do zespołu w późniejszej fazie
swojej kariery. Wraz z każdym zawodnikiem, rozwija się też cała
drużyna. To, z jakimi zawodnikami i w jakiej drużynie przychodzi
grać piłkarzowi będzie wpływało na jego rozwój i sposób
grania.
Kroos dużo czerpie ze współpracy z
Bastianem Schweinsteigerem i Javim Martinezem – duetem środkowym
pomocników Bayernu, z którymi udało się stworzyć jeden z
lepszych tercetów środka pola w Europie. Wyżej, korzysta z
pomysłowości i kreatywności Francka Riberiego i Thomasa Mullera.
Sam Kroos jest w samym środku ustawienia Bayernu, przez co niemal
każda akcja przechodzi przez niego. Dzięki eleganckiej grze Kroosa,
Bawarczycy znaleźli odpowiedni balans i symetrię w swojej grze.
Przez fachowy serwis Bundesliga
Fanatic Kroos został nazwany monachijskim „Spidermanem”. Gra
bowiem tak, jakby piłka była czymś w rodzaju niewidzialnej nici
przywiązana do jego buta. Ciekawe, czy na jego czucie piłki wpływ
miały polecenia trenerów z czasów juniorskich, by w ramach
wyrównania szans, Kroos grał bosymi stopami.
„On może być angielskim Iniestą.
Ma tę umiejętność. Jego sposób gry powoduje, że każdy trener
chciałby go mieć w swojej drużynie. Ta wola zwycięstwa, ten głód.
On jest wszechstronny” - tak scharakteryzował Wilshere'a Jamie
Redknapp w artykule dla Daily Mail po meczu reprezentacji Anglii z
Brazylią, w którym pomocnik Arsenalu zdominował grę w środku
pola swoimi podaniami, przerzutami i udanymi dryblingami. Potrafił
odnaleźć się w grze z kontry, jak i w ataku pozycyjnym.
Warto dodać, że był to pierwszy
mecz Wilshere'a w angielskiej kadrze po powrocie z ponadrocznej
przerwy spowodowanej kontuzją. Jak bardzo zmienił się angielski
futbol, a przede wszystkim Arsenal przez ten czas, łatwo
zaobserwować patrząc na skład drużyny, która wyszła na murawę
Emirates we wspomnianym wcześniej meczu z Barceloną. Z pierwszej
jedenastki: Szczęsny – Eboue, Djorou, Koscielny, Clichy – Song,
Wilshere – Wallcott, Fabregas, Nasri – van Persie zostało tylko
czterech zawodników. W przeciągu dwóch lat wymieniona została
większość podstawowej jedenastki, a drużyna została pozbawiona
zawodników wybitnych, stanowiących jej trzon – Songa, Fabregasa i
van Persiego.
W takiej sytuacji trudno mówić o
rozwoju drużyny, pewnej ciągłości. Owszem, ciągle przychodzą do drużyny wybitni piłkarze – Cazorla, Podolski, Arteta – ale
brakuje pewnej stałości i stabilizacji rozwoju, określonego
kierunku. Dlatego też Wilshere wracając do drużyny i oferując jej
ten sam zestaw cech, dostrzega, może dostrzec, że nie ma wokół
zawodników, na których mógłby się oprzeć. Potrafi ładnie
rozegrać z Artetą i Cazorlą, ale nie ma w tym jakiegoś ogólnego,
wspólnego dla tych trzech zawodników sposobu gry.
Tutaj więc ujawniają się różnice
w grze Niemca i Anglika. Kroos czuje grę Bayernu, a Bayern czuje grę
Kroosa, występuje wspólna zależność wynikająca właśnie z kodu
rozwojowego Bawarczyków . Inaczej jest u Wilshere'a. Przez tak
wielką rewolucję kadrową każdy zawodnik może czuć się w pewien
sposób odosobniony. A młody pomocnik, szczególnie związany z
klubem, czuje to jeszcze mocniej. Dostrzegając, że z Arsenalu
odchodzą po kolei najbardziej wartościowi zawodnicy, Wilshere może
powtórzyć słowa egzystencjalisty Sartre'a, że jest „pozostawiony
samemu sobie”.
To budzi w nim jednak niesamowitą
wolę walki i chęć zwycięstwa. Nie mam wątpliwości, że to
Wilshere będzie kluczowym dla Arsenalu zawodnikiem w starciu z
Bayernem.. Sam pojedynek Wilshere vs Kroos zapowiada się znakomicie,
obaj będą grać w ulubiony przez siebie sposób. Tak, jak przed
dwoma laty Anglik rzucił wyzwanie Xaviemu i Inieście, tak teraz
będzie musiał sprawdzić się w starciu z Schweinsteigerem i
Kroosem. Natomiast Niemiec dostanie podobne zadanie jak w meczach z
Realem – szanowanie piłki, rozdzielanie jej na skrzydła,
kontrolowanie gry. Żaden jednak nie poradzi sobie w pojedynkę, tego
możemy być pewni. I chyba tylko tego.


O tak, to będzie na pewno elektryzujący pojedynek!
OdpowiedzUsuńreal pedały
OdpowiedzUsuń